poniedziałek, 19 marca 2018

Zmiany, zmiany! Idą zmiany!

Dawno nas tu nie było, więc czas najwyższy to zmienić. Czas leci nieubłaganie szybko, nim wstaniemy to już nastaje wieczór. Dni są jak tygodnie, a tygodnie, jak miesiące.
Nic więc dziwnego, że Myszy (ekhm) "urlop" macierzyński się już kończy i czas najwyższy wracać do szarej rzeczywistości (a może powrót do pracy będzie raczej odskocznią od codzienności?). Póki co nikt  z nas nie jest w stanie sobie tego wyobrazić. Trzymajcie proszę mocno kciuki, żeby się udało, zwłaszcza, że nie będzie to łatwe po tylu miesiącach z dzieciakami, gdzie specjalnie nigdzie nie jeździliśmy, a powrót do pracy będzie się wiązał z codziennymi dojazdami, niemalże 100km w dwie strony. Czy Mysza da radę? Czy prędzej oszaleje? Zanim na świecie pojawiły się nasze kochane skarbki nie było to takie uciążliwe, ale pewnego grudniowego dnia nasz świat stanął do góry nogami i nic już nie jest takie samo. Czy są wśród naszych czytelniczek mamy bliźniaków bądź trojaczków, które zdecydowały się na powrót do zawodu po urlopie macierzyńskim? Jeśli tak to prosimy o wsparcie i słowa otuchy oraz cenne informacje, jak sobie wtedy radziliście z domowymi obowiązkami. Pytanie do mam kpi - bez problemu dostałyście dodatkową przerwę na karmienie? Pracodawca nie robił problemu?

Pewnie się zastanawiacie, a co z dziećmi? Tu czas na kolejną wielką zmianę, otóż od kwietnia małe Myszy idą do żłobka. Mamy nadzieję, że będzie im tam dobrze i się szybko zaadaptują. Szkoda, że się wcześniej nie udało dostać byśmy mogli trochę podładować akumulatory i odświeżyć umysły przez kontynuacją kariery zawodowej. Oby tylko dziewczyny nie chorowały zbyt często. Macie jakieś sprawdzone sposoby na wzmocnienie odporności u maluchów?

Zmęczeni rodzice znaleźli jednak sposób na intensywny odpoczynek. Jeszcze przed Wielkanocą jadą sobie ukradkiem nad polskie morze na kilka dni, a córki będą w tym czasie roznosiły w pył dom dziadków. Z jednej strony się cieszymy z możliwości złapania oddechu, z drugiej zaś już zaczynamy tęsknić za tymi małymi urwisami, które potrafią się kłócić i pobić nawet o zdjętą przed chwilą skarpetkę siostry. Wyjazd po jednej nocy zapewne skończy się na ciągłym wiszeniu na telefonie i wywiadami, co tam u dzieci.

Córki idą do przodu z rozwojem, jak burza, czasem mamy wrażenie, że nam zaraz mieszkanie rozniosą albo pozabijają siebie nawzajem (głównie przez zazdrość). Potrafią bić się o wszystko,  ale najbardziej zazdrosne są o odkurzacz. Poniżej jedna z niewielu pokojowych scenek.


Córy są coraz bardziej ciekawskie i błyskotliwe. Potrafią już zajrzeć do każdej szafki czy szuflady, aż strach pomyśleć, w jaki sposób zaczną je wykorzystywać. Pomyśleliśmy więc, że zrobimy małą domową rewolucję :) Przy poście na fb o zmianie 'wyrka' do spania ktoś zapytał czy idziemy w stronę Montessori. Początkowo nie przywiązywaliśmy do tego wagi, ale obserwując dzieci stwierdziliśmy, że to by była dobra zmiana. Więcej jednak opowiemy w osobnym poście. Wszelkie sugestie oraz motywacje w postaci zdjęć Waszych pociech w tym stylu mile widziane. 


Tak właśnie śpimy od kilku miesięcy ;)

Tak więc widzicie, sporo się u nas ostatnimi czasy dzieje, radzimy sobie z naszymi wulkanami energii raz lepiej, raz gorzej. Najtrudniej jest je okiełznać, kiedy Mysza sama od świtu aż po zmierzch zostaje z nimi w domu. Wtedy co najwyżej możemy sobie pozwolić na spacery i zabawę na balkonie, taka namiastka szaleństw na dworze :) 


Siemka! Kto dołącza do zabawy?

Achhh! Zapomnielibyśmy wspomnieć o ostatniej zmianie, choć trochę mniej istotnej. Co Wy na to, by Mysza wsparła tatę i pomagała mu pisać posty na blogu? Jak Wam się podoba ten wpis? Udany start, jak na poniedziałek?
Pozdrawiamy cieplutko wszystkich naszych czytelników.