piątek, 16 marca 2018

Recenzja laktatora Ardo Calypso by Mysza

Dawno nas tu nie było, a wszystko dzięki trzem małym szkrabom, które idealnie co dzień wypełniają nasze całe dni. Mamy nadzieję, że wkrótce znajdziemy więcej czasu na pisanie nowych tekstów, zwłaszcza, że zapowiadają się spore zmiany. 

Tymczasem w ramach nieco odświeżenia naszych 'starych śmieci', jako iż córki niedawno skończyły 15 miesięcy swego żywota, a tymczasem Mysza dotarła do prawdopodobnie ostatniej prostej swojej mlecznej drogi, postanowiliśmy umieścić również u nas wygrywającą recenzję Myszy podczas wielkiego testowania laktatora Ardo Calypso. Mamy nadzieję, że zamieszczone poniżej informacje przydadzą się mamom 'skazanym' na odciąganie mleka, którym z różnych względów nie udało się karmić bezpośrednio piersią. Jeśli uważacie niniejszą recenzję za przydatną dajcie znać, jeśli macie jakieś pytania odnośnie karmienia własnym mlekiem Mysza chętnie odpowie i pomoże :) Link do oryginalnego tekstu znajdziecie tu.
Chciałabym jednocześnie podziękować za wszelkie wsparcie wszystkim mamom z grupy Mamy ściągające mleko na fb. 
Zatem gorąco zachęcam do lektury:
31.10.2017

Najefektywniejszy, najdelikatniejszy i najcichszy laktator, jaki znam.

Niespełna po kilku dniach od zgłoszenia się do testowania przyszedł ON! Laktator Ardo Calypso z extra zestawem osobistym (jako mama trzech 10-cio miesięcznych córeczek-trojaczek korzystam praktycznie jedynie z podwójnego sprzetu). Pierwsza myśl - spory! ale za to jaki lekki i ma uchwyt (po zamontowaniu baterii będzie można przymocować bez problemu do odzieży)! Mąż oczywiście chciał posłuchać, czy faktycznie jest taki ultracichy, włączyłam i padło standardowe pytanie - a to już działa? Działa! odpowiedziałam. Calypso chodzi 'głośno' niczym tykanie zegara (choć nocując u swojej babci jest głośniej, ale ona posiada całą ich kolekcję ;) ), naprawdę! To już przyciski regulujące moc i długość cyklu głośniej klikają niż praca laktatora. Sprzęt, z którego korzystam (a może już wkrótce będę mogła powiedzieć korzystałam) na co dzień działa znacznie głośniej, co męża doprowadza do szału, zwłaszcza, kiedy obudzi go nocne buczenie.

Czytałam recenzje moich poprzedniczek i byłam baardzo ciekawa własnych odczuć. Przyznam, że pokładałam ogromne nadzieję w tym laktatorze, a przed pierwszym użyciem przeszedł mnie dreszczyk emocji, czy ten laktator da radę? Otóż dał! Choć początki nie były różowe, bo sesja troszkę trwała, jednakże szybko doszłam do ulubionych ustawień moich piersi, więc później szło mi już z górki. Już przy pierwszej sesji zdziwiłam się, bo praktycznie cały czas miałam uczucie mrowienia znane chyba wszystkim odciągającym mamusiom. Początkowo mleko nie chciało lecieć, ale jak już poleciało to był prawdziwy mlekotrysk! Brakowało mi trochę fazy stymulcji wypływu mleka, jednakże laktator daje tak duże pole do popisu, jeśli chodzi o ustawienia, że bez problemu można samemu wyklikać odpowiadające tej fazie parametry. Laktator Ardo, stał się tym ukochanym od pierwszego użycia, od razu wiedziałam, że będzie mi towarzyszył aż do ostatnich chwil testowania (aż mi się płakać chciało, jak dostałam maila, że dnia kolejnego przyjdzie po niego kurier).

Dużym plusem laktatora jest jego delikatność, nawet na największej mocy nie czuć żadnego bólu. Niektóre mamy zarzucają, że moc za mała, całe szczęście moje piersi więcej mleka dają przy tej średniej (przy Calypso moce wahały się pomiędzy 3/4 mocy do jej max). Dodatkowo odciąganie laktatorem na 1 pierś pozwoli odciągać z większą mocą, ale dla mnie nie jest to rozwiązanie. Niestety nie zdążyłam przetestować pracy laktatora na bateriach, a należy pamiętać, że producent daje mamie taką możliwość. Mam nadzieję, że będzie mi to jeszcze dane. Niewątpliwym atutem sprzętu Ardo jest bogata oferta części i elementów zamiennych (lejki o różnym rozmiarze, zużywające się zaworki, nakładki masujące, etc.), nie ma nic gorszego niż użeranie się z topornym serwisem, żeby zakupić nowe elementy laktatora (miałam tak u konkurencji), które przecież się zużywają (przede wszystkim zaworki, których regularna wymiana pozwala na utrzymanie / rozkręcanie laktacji na wysokim poziomie).
Mycie - laktator raczej z tych łatwiejszych do mycia, choć osobiście nie przepadam za czyszczeniem zestawów, które są w jednym elemencie.
Próbowałam już wiele laktatorów, w tym Medelę, Spectrę czy Lansinoh, ale to Ardo najlepiej opróżniało moje piersi, a do tego cichutko i delikatnie, a opróżnione i niepodrażnione przy tym brodawki to dla mnie priorytet nr 1. Co więcej, przy korzystaniu z laktatora Ardo zauważyłam wzrost dobowych ilości mleka (z perspektywy czasu i coraz dłuższej rozłąki bardzo mi tego brakuje, ilości powróciły do tych 'starych', o 200ml dobowo mniejszych).

Żeby dłużej nie owijać w bawełnę przejdę do szybkiego opisu minusów, jakie posiada ten laktator (tak, tak, dla wszystkiego można znaleźć takowe). Zacznę od największego minusa, jaki zarobiło Calypso, a mianowicie rozmiar lejków. Odpowiedni rozmiar lejka to klucz do bezbolesnego i efektywnego odciągania. Firma oferuje lejki 22m, a następnie 26mm, gdzie na co dzień używam 24mm (a że potrzeba matką wynalazku to matka sobie szybko z tym poradziła). Jest to jednak minus mocno subiektywny, gdyż dla każdej kobiety różny rozmiar będzie dobry, a Ardo daje dość szeroki wybór. Kolejny minusik, czysto wizualny, to pierwsze wrażenie (a raczej 'ważenie') - obudowa wydaje się być większa niż jego zawartość (wagowo), ale to mogło być tylko złudzenie. Znacznym ułatwieniem przy odciąganiu (przynajmniej dla tak zapracowanej i czasami roztrzepanej matki jak ja) byłoby rozszerzenie laktatora o licznik pokazujący, jak długo odciągamy oraz wydłużenie kabla zasilającego. Ostatnia rzecz, która dodaje mi roboty, to zastosowanie standardu wąsko-otworowych butelek, gdzie moje córki uwielbiają pić z tych z szerokim otworem (a próbowaliśmy już chyba wszystkich butli), poza tym węższy otwór trudniej się myje,a później suszy. Problem upodobań córek najłatwiejszy do rozwiązania, mleko po odciągnięciu po prostu przelewam do ich ulubionych butli, a do mycia oryginalnych przywykłam.

Podsumowując, laktator Ardo Calypso daje matce karmiącej wszystko to, co najważniejsze - dużo mleka, plus u mnie wzrost ilości mleka, w co już dawno przestałam wierzyć przy swej niespełna 11-sto miesięcznej karierze mamy kpi. Jak każdy laktator posiada kilka minusów, ale i tak będę go polecała każdej mamie, zwłaszcza, że można go kupić za naprawdę śmieszne pieniądze (przy dokupieniu do wersji pojedynczej dodatkowego zestawu osobistego wychodzi mniej niż 400zł, a za tyle, z nowego sprzętu, można jeszcze kupić tylko znacznie głośniejszego fioletowego kolegę u konkurencji). Laktator Ardo Calypso to dotychczas mój nr 1, pomimo, że raczej nie jest to sprzęt kompaktowy, na wypady w teren (na takie okazję wolę odciągnąć mleko laktatorem w wersji manualnej). Nie należy też zapominać o obsłudze klienta (a raczej klientek ;) ), która jest miła i rzeczowa, a przede wszystkim pomocna, co jest dla mnie bardzo ważne i oszczędza mi wiele zbędnych stresów (oprócz tych związanych z rozłąką z Ardo Calypso).



ZALETY:

+ najcichszy
+ najdelikatniejszy
+ najefektywniejszy
+ duże możliwości regulacji ustawień
+ dobry kontakt z serwisem
+ łatwo dostępne części zamienne
+ możliwość odciągania na dwie piersi jednocześnie
+ zwiększenie ilości mleka
+ dobrze opróżnia piersi
+ uchwyt
+ możliwość pracy na bateriach
+ leciutki

WADY:

- przyciski klikają głośniej niż praca laktatora
- brak fazy stymulacji wypływu pokarmu
- brak lejków 24mm
- zestaw osobisty w jednej części z lejkami
- kabel zasilający mógłby być odrobinę dłuższy
- duża obudowa, jak na tak lekki laktator
- zestawy osobiste pasują tylko do butelek wąsko-otworowych