niedziela, 14 stycznia 2018

The best of Gang, czyli pięć standardowych sytuacji z dnia powszedniego.

Po ostatnich tekstach, w których trochę sobie ponarzekałem i pomarudziłem, czas na coś weselszego i bardziej optymistycznego. No to jedziemy!

Wczoraj dziewczyny skończyły trzynaście miesięcy. Czego można spodziewać się po trzynastomiesięcznych dzieciach? Wszystkiego, bo wyobraźnia dzieciaków jest niczym nieograniczona. Poza tym brak jakiegokolwiek instynktu samozachowawczego w połączeniu z ciekawością świata powoduje, że już niejednokrotnie serce niemal odmawiało mi posłuszeństwa, gdy po kilku sekundach nieobecności wracałem do pokoju, w którym wspomniane kilka sekund wcześniej dziewczyny bawiły się na podłodze, nie dając mi najmniejszych powodów do zmartwień. No to zaczynamy subiektywną listę najlepszych sytuacji z normalnego dnia trojaczkowej rodzinki.

Miejsce 5 - Po co mamy zęby? Żeby ugryźć siostrę!

Ja rozumiem, że Mysza jako matka zobowiązuje, że można było się spodziewać małych gryzoni, że dzieci tak mają, no ale bez przesady! Ileż to już razy nawoływał nasz przeraźliwy krzyk dziecka z drugiego pokoju, na który reagowaliśmy paniką i pędem lecieliśmy sprawdzić, czy aby nic nie przewróciło się na dzieci, bo mimo, że wszystko jest przymocowane, to nigdy nic nie wiadomo, a gdy już wpadaliśmy oboje z moją umęczoną żoną do pomieszczenia, z którego dobiegał przeszywający wrzask, oczom naszym ukazywała się ręka/noga/głowa(!) czy inna część ciała pogryziona przez siostrę. I bynajmniej nie jest tak, że to tylko jedna z córek jest gryzoniem. One wszystkie są siebie warte! I mało tego, że gryzą się podczas walki o zabawki, czy inne rzeczy, potrafią ugryźć siostrę w odwecie za to, że kilka minut wcześniej, to ona ugryzła, robiąc przy tym minę niewiniątka i udając małego aniołka.


Mamusiu, to nie ja obgryzłam łóżko i rękę Ani
Miejsce 4 - Posiłki, czyli Ahoj Przygodo! 

Jak zapewne zauważyliście, był taki okres, że większość zdjęć wrzucanych przez nas na fanpejdża, stanowiły ujęcia naszych małych potworków w trakcie posiłków. Wynikało to z faktu, że fenomenem był dla nas widok jedzenia w każdym miejscu pomieszczenia, w którym akurat posiłek był spożywany.Poważnie, fenomen występował na taką skalę, że mimo gruntownego sprzątania po każdym posiłku, podczas przedświątecznych porządków zdarzyło mi się znaleźć makaron, kaszę czy ryż poprzyklejane za kaloryferem, do którego najbliższa córka, niezależnie od dnia i godziny jedzenia, miała jakieś dwa metry. Nieźle, nie? No a poza tym, że rzucanie jedzeniem już samo w sobie jest fajną zabawą, można było przy tym jeszcze bezkarnie wysmarować siebie i ścianę sosem pomidorowym, a rodzice, którzy normalnie pewnie by się złościli, jeszcze kibicowali i bawili się razem z dziećmi, No żyć nie umierać, co nie?
A może by tak jeszcze zrobić mozaikę ze szpinaku na ścianie?
  
Miejsce 3 - Skończyłam jeść, opuszczam lokal!

I zaczynamy te momenty, gdzie faktycznie chwila nieuwagi wystarczy, żeby się co najmniej zdziwić, następnie zastanowić, po czym otrząsnąć się z szoku i zabrać dziecko. Tak przynajmniej było za pierwszym razem, gdy mimo zapięcia w foteliku na czas jedzenia, któraś z córek uznała, że nie będzie w nieskończoność czekać aż siostry skończą i ona wychodzi. Nie powiem, lekko nas to zszokowało, tym bardziej, że dwie pozostałe oczywiście od razu załapały, że faktycznie da się wyjść z pasów bez pomocy rodziców. od tego czasu każdy posiłek kończy się w podobny sposób. Z reguły Kinga daje znać, że starczy tego dobrego i po kolei zaczynają wypełzać z krzesełek, domagając się mycia. A po wszystkim przychodzi czas na dalsze brykanie i...


No dobra laski, wychodzimy!
 Miejsce 2 - ...sprawdzanie porządku w szafkach i szufladach

A w zasadzie to wprowadzanie swoich własnych porządków, czyli wyrzucanie wszystkiego na podłogę i chowanie do szuflady/szafki... siebie. Lub siostry, zależnie od wielkości szuflady i panującej w domu atmosfery. Oczywiście wraz z upływem kolejnych tygodni, nasz coraz większy Gang nieco zmienia szafkowe priorytety i o ile jeszcze jakiś czas temu dziewczyny skupiały się głównie na szafkach z ubraniami (Ha! Lajcik, raz dwa i wszystko na nowo poukładane!), o tyle teraz najbardziej interesujące są kuchenne szuflady, a już najbardziej te, w których można znaleźć mąkę, cukier, makarony, ryż i kaszki. No, może tylko nieznaczną przewagę mają szafki z garnkami, które tak fajnie hałasują podczas wyrzucania na podłogę.


Podaj mi jeszcze zioła dalmatyńskie i sól, bo ta potrawka jest jakby mdła

 Miejsce 1 - Wszystko zaczęło się w górach, to i wspinać się lubimy

Oczywiści, jak w przypadku wszystkich rodziców, tak i u nas niekwestionowanym liderem codziennych zmagań z wychowaniem gangu są wspinaczki. I pal licho, jeśli miejscem docelowym takiej wspinaczki jest oparcie rozłożonego łóżka, wszak potencjalny upadek zostanie zamortyzowany, sytuacja robi się bardziej skomplikowana, jeśli za miejsce kuszące, aby na nie wejść obierana jest komoda. Albo parapet. A prawdziwą komplikację stanowią te momenty, kiedy każda córka postanowi wleźć na coś innego i nie do końca wiadomo, którą pierwszą sprowadzać do parteru. Trzeba mieć oczy dookoła głowy i stalowe nerwy, ale widząc tę radość na buziach naszych małych potworków, warto przegapić odcinek ulubionego serialu, czy mecz ulubionej drużyny, żeby się z nimi pobawić, a jednocześnie już na tym etapie postarać się uświadomić, że nie wszystkie ich pomysły są tak na sto procent bezpieczne. Przynajmniej ja wierzę w to, że w tych małych, pełnych pomysłów główkach coś na przyszłość zostanie.

Parapet? Żaden problem, szkoda że tata wszedł do pokoju, bo plan był taki, żeby po firance wspiąć się na karnisz.