niedziela, 7 stycznia 2018

Chorujemy, zdrowiejemy, chorujemy...

Ostatni miesiąc upłynął nam pod znakiem inhalatora, aspiratora, irygatora, baniek i połowy wykupionej apteki. Byle do wiosny, chciałoby się powiedzieć...


Nie zmienia to faktu, że mimo chorób, działo się u nas bardzo wiele, bo przede wszystkim, zaczynając od końca, były to nasze pierwsze święta, które spędziliśmy w komplecie. Rok temu Aneczka Boże Narodzenie spędziła jeszcze w szpitalu. Tym razem wszyscy byliśmy w domu, więc w końcu poczuliśmy atmosferę świąt, mimo że wszyscy byliśmy lekko "zasmarkani". Oczywiście prezentów dziewczyny zebrały wór jeszcze większy niż ten, w którym trzymamy leki kupione ostatnimi czasy. 

Kolejnym wydarzeniem był roczek dziewczyn. 
 


I znów góra prezentów zasiliła nasz domowy kącik zabaw. Niestety tu też zabawę pokrzyżował paskudny katar, który laski złapały dosłownie dwa dni przed planowaną imprezą. Jak podoba się Wam tort roczkowy? Ciekawe czy dziewczyny odziedziczą po rodzicach pasję do żeglarstwa. Swoją drogą, aż do samego końca nie byliśmy pewni, jak uda się ogarnąć logistycznie zagadnienie imprezy, na której niemal połowę obecnych stanowiły dzieci. Na szczęście się udało. I to jak! 

Ze spraw bieżących, aktualnie biegamy za Dianą po całym mieszkaniu. a właściwie to od dziś już nie tylko po mieszkaniu, bo podczas wychodzenia z domu na spacer, dziecko zaczęło nam "uciekać". Oczywiście Ania i Kinga też już nieśmiało zaczynają chodzić, chociaż śmielej poczyna sobie Ania, ale akurat w tej materii Diana dosłownie prześcignęła siostry.

Niestety wszystkie te wydarzenia przebiegają w cieniu choróbsk, które nie chcą nam odpuścić, a w całkowitym wyzdrowieniu nie pomaga też fakt, że cały czas pojawiają się w małych żuwaczkach moich córek kolejne zęby. Szczerze mówiąc, to sam straciłem już rachubę, która ile ich ma ale zbliżamy się do dziesięciu, a w przypadku Kingi być może tę liczbę już przekroczyliśmy. Z jednej strony jesteśmy bezsilni wobec faktu, że kiedy tylko część z nas zdrowieje, natychmiast jest na nowo zarażana przez tę część, która jeszcze nie zdążyła wyzdrowieć, z drugiej zaś, mamy nadzieję, że pozwoli to dziewczynom "odchorować swoje" i nabyć odporność, dzięki czemu nie będą chorowały po pójściu do żłobka. 

Tak, tak, temat może kontrowersyjny, bo jak wiadomo żłobki mają tyleż zwolenników, co i przeciwników, ale zdecydowaliśmy się na zapisanie naszych dziewczyn na listę oczekujących. Zadecydowało o tym kilka argumentów, z którymi oczywiście można dyskutować, ale dla nas są wystarczające. Przede wszystkim chodzi o rozwój naszego Gangu, wiadomo że w grupie dzieci szybciej "idą do przodu", i mimo że tak naprawdę nasze małe człowieki od urodzenia funkcjonują w "mikrogrupie", to widzimy ich potrzebę nawiązywania więzi z innymi dziećmi. I tym sposobem płynnie przechodzimy do kolejnego argumentu, czyli "socjalizacji" naszej trójcy. Nie chcemy, aby po kilku latach w domu okazało się, że nagle po pójściu do przedszkola dziewczyny zajmują się wyłącznie sobą, nie zwracając uwagi na inne dzieci. No a poza tym wszystkim moja żona, będąca dziś jedną trzecią Myszy z ostatnich dni ciąży, chciałaby reaktywować się zawodowo i wrócić do pracy.

I znów nic nie wyszło z moich prób wcześniejszego dodania tekstu. Najpierw miała być fotorelacja z roczku, potem tekst urodzinowy,  następnie tekst świąteczno-noworoczny, a ostatecznie wyszedł tekst Bożonarodzeniowy (dla wiernych obrządków wschodnich, którym życzymy Wesołych Świąt!). Mam nadzieję, że w końcu damy radę jakoś zapanować nad tym armageddonem i będzie czas na zadbanie o Was w należny sposób. 

Do zobaczenia wkrótce!