sobota, 14 października 2017

Dzieje się!

W końcu mam możliwość siąść spokojnie przed komputerem i napisać nowy tekst. Wszystkie dotychczasowe próby kończyły się wojną o komputer, którą musiałem stoczyć z trzema małymi łazikami, które za każdym razem usiłowały dopchać się do tego cudownej świecącej zabawki, którą bawi się tata. A gdy w końcu padały zmęczone całym dniem rozrabiania, ja padałem razem z nimi, wiedząc, że może to być jedyna okazja do drzemki, bo pewnie jak co dzień obudzą się o drugiej w nocy i znów do szóstej będzie trzeba się z nimi bawić. Ot taki urok posiadania trojaczków. Na szczęście na weekend przyjechała do nas babcia, która przejęła "obowiązek" zabawy z Gangiem, dzięki czemu tata ma chwilę na napisanie nowego tekstu.
 
Wczoraj nasze małe rozrabiary skończyły dziesięć miesięcy. Nie mam pojęcia kiedy to zleciało, bo czasem mam wrażenie jakbym zaledwie kilka dni wcześniej przekazywał Wam informację na fanpejdżu, że się zaczęło, a kilka godzin później, że Gang jest już na świecie. Jestem skłonny stwierdzić, że posiadanie trojaczków w jakiś sposób zagina czasoprzestrzeń. 

Dziewczyny rozwojowo chyba dogoniły już swoich rówieśników urodzonych w terminie, a w każdym razie niewiele im do nich brakuje, bo oto nasze dziesięciomiesięczniaki potrafią już same względnie stabilnie ustać bez żadnego podparcia. Wprawdzie po kilku sekundach kończy się to charakterystycznym dźwiękiem "pac!", który wydaje okuta w pieluchę pupa którejś z Gangusek opadająca na podłogę okutą w piankową matę. Ale jednak! A no właśnie, mata. Właściwie to kilkanaście piankowych puzzli tworzących na całej powierzchni pokoju dziewczyn coś na kształt maty, to coś absolutnie fantastycznego, cudownego i pozwalającego na względnie spokojne zajęcie się jakimiś pracami domowymi, podczas gdy dziewczyny zajmują się sobą nawzajem. A wychodzi im to coraz lepiej. Jedną z moich ulubionych czynności (na które niestety zawsze mam mniej czasu, niż bym chciał), jest dyskretne obserwowanie jak laski się bawią. Jeszcze jakiś czas temu ich wspólne zabawy polegały na tym, że będąc w jednym pomieszczeniu, każda zajmowała się sobą, nie zwracając uwagi na siostry, a teraz potrafią przez bitą godzinę gadać sobie po swojemu, bawić się i śmiać się przy tym wniebogłosy. Tak nam się zsocjalizowały te nasze małe Ganguski.
Nasza letnia sesja. Ostatni moment, kiedy dziewczyny były w stanie spokojnie usiedzieć w miejscu nie robiąc awantury

Jak tak sobie pomyślę ile rzeczy czasem robimy jednocześnie, jak bardzo trzeba mieć podzielną uwadzę przy tej ilości dzieci i przede wszystkim ile potrzeba do nich cierpliwości, stwierdzam, że my rodzice wieloraczków, ale także rodzice kilkorga dzieci w różnym wieku, mamy jakieś super moce. A najwięcej super mocy mają mamy tych rodzin, dlatego z tego miejsca chciałbym wręczyć Myszy wirtualny medal dla Super Mamy. W dowód uznania za tych ostatnich dziesięć miesięcy. 


Mamy, jesteście wielkie. Z resztą my tatusiowie też, co będziemy sobie żałować. :)