niedziela, 20 sierpnia 2017

Strzeżcie się rodzice, zaczynamy śmigać po domu!

O tym, że przy naszych laskach nie da się nudzić, chyba nie muszę nikogo przekonywać, ale skali armageddonu spowodowanego przez swobodne przemieszczanie się po mieszkaniu przez całą trójkę nie przewidziałem. No to zaczynamy, bohaterkami dzisiejszego tekstu będą o Elektryczna Kinga, Huragan Diana i Cichociemna Ania.

Gdy dziś, z perspektywy kilku miesięcy patrzę na to, co pisałem o hardkorze jaki fundują nam dziewczyny, trochę mi wstyd, bo dopiero teraz doświadczamy prawdziwego hardkoru. A to dopiero początek! 

Jakiś czas temu dziewczyny przeszły od robienia kołysek i "samolotów", do nieśmiałych prób pełzania, co spotkało się z naszą entuzjastyczną reakcją, no bo przecież w końcu będą mobilne, i to jak szybko, w końcu co by nie mówić, są jednak wcześniakami! Po kilku dniach Diana jako pierwsza zaczęła nieśmiało czworakować, początkowo z krzykiem, płaczem i  fochem na cały świat, bo jak to tak, że ona musi iść o własnych siłach, a nie jest niesiona na rękach?!

Takie były początki. w tej chwili wystarczy, że na moment odwrócimy wzrok, a mieszkanie w ułamku sekundy zmienia się w krajobraz po bitwie. No, w najlepszym przypadku zastajemy dziewczyny w zapaśniczych pozycjach. O, na przykład takiej:



Najciekawsze jednak są te momenty, kiedy każda rozpełznie się w  inną stronę i na naszych głowach jest upilnowanie towarzystwa tak, żeby nie zrobiły krzywdy sobie, siostrom, nam, a przy okazji, żeby nie zdewastowały całego mieszkania. Najbardziej nieprzewidywalna z całej trójki jest Ania, cichutka, grzeczniutka i spokojna córeczka mamusi, której rosną rogi, gdy tylko nikt dorosły akurat nie patrzy. Może i póki co jest najmniej mobilna z wszystkich sióstr, ale za to na widok telefonu, komputera czy innych sprzętów elektronicznych, porusza się z szybkością i gracją kobry atakującej swoją ofiarę. W sumie to nawet schemat poruszania ma podobny. Jeśli chodzi o Dianę, to w przeciwieństwie do Ani, po niej można spodziewać się wszystkiego. Czasami mam wrażenie, że to dziecko jest jakąś krzyżówką diabła tasmańskiego z huraganem Katrina i lekką domieszką dynamitu, która po przejściu przez mieszkanie pozostawia za sobą porozrzucane buty, poprzewracane meble, sterty papierów i setki zabawek. No i pierworodna, która podobnie jak Ania upodobała sobie urządzenia dla dorosłych, a najbardziej lubi kable. 

I pomyśleć, że to dopiero pełzanie i czworakowanie, a już wszystko trzeba przenosić "piętro wyżej" tak, żeby było poza ich zasięgiem. Strach pomyśleć, co będzie jak o własnych siłach ruszą na nogi, a ku temu już coraz bliżej, bo Dianie już raz zdarzyło się wstać na nogi o własnych siłach.