środa, 5 lipca 2017

Wracamy!

Tęskniliście? Dawno już nie pojawił się żaden nowy tekst, ale spokojnie nie oznacza to, że nie mam pomysłów, ani tym bardziej, że postanowiłem odpuścić sobie pisanie. O nie, na to opóźnienie zbiegło się kilka przyczyn, część z nich niezależna od nas, część wcześniej zaplanowana, ale wszystkie razem wzięte spowodowały, że nie miałem możliwości dodać nic nowego na bloga (na szczęście Mysza nie zaniedbała przez ten czas fanpage'a, dzięki czemu mogliście na bieżąco śledzić postępy Gangu).
 
 Zacznijmy od tego, że nie będę miał więcej wymówki pod tytułem "popsuty komputer", bo dzięki Wam niniejszy tekst powstaje z zupełnie nowego (w naszym posiadaniu) laptopa, także muszę "odpracować" zbiórkę i wrócić do regularności w dodawaniu nowych tekstów, dzięki za zbiórkę i mobilizację do roboty! Dziś mija dokładnie rok od opublikowania pierwszego tekstu w historii Trojaczkowa (i mojej pracy twórczej, jakkolwiek by ona nie wyglądała). To już rok, a minął jak zaledwie kilka dni. Rok temu o tej porze wiedzieliśmy, że w środku Myszy siedzą sobie takie trzy małe stworzenia, które nie do końca byliśmy sobie w stanie wyobrazić. Dziś te stworzenia mają niemal siedem miesięcy i o ile rok temu prognozowałem, że nasze życie stanie na głowie, to dziś mogę z całą stanowczością powiedzieć, że się myliłem. Nasze życie nie stanęło na głowie, ono robi cały czas fikołki, salta i różne inne figury gimnastyczne, których mój wątły umysł nie jest w stanie ogarnąć. Aktualnie na przykład jesteśmy na etapie rozszerzania diety naszych małych krzykaczek, co wiąże się z tym, że po każdym posiłku do prania leci nie tylko śliniak i bodziak, ale też komplet ciuchów rodziców, kanapa, firanki i tapicerka samochodu sąsiada (wiecie, plucie -> firanka -> otwarte okno -> sąsiad wracający z pracy -> samochód sąsiada). Nie wiem tylko, czy to możliwe, żeby świeża marchewka wyglądała jakby wżerała się w tapicerkę Passata przez ostatnie dwadzieścia lat, czy może sąsiad odbija sobie teraz finansowo tego Matiza, którego Mysza obgryzła mu jakiś rok temu. Samochód może i nowy, ale zadra w sercu została. No ale wróćmy do rozszerzania diety. Na zdjęciu poniżej znajduje się Diana, zajadająca się marchewką, to jak wygląda najtrafniej określił jej chrzestny, który na widok tego zdjęcia zareagował "To jest marchewka? Wygląda jakby zagryzła królika". 


 Ale, ale! Nie widzieliśmy się od ponad miesiąca, nie mogło zmienić się tylko to, co dziewczyny jedzą, chociaż w zasadzie na tym etapie wszystko sprowadza się do jedzenia, nawet to, że wszystkie trzy, jak jeden mąż zaczęły pełzać. Do tyłu póki co, ale jazdę na wstecznym opanowały do perfekcji i nie idąc do przodu potrafią perfekcyjnie dobrnąć do punktu, który sobie wcześniej upatrzyły, a te punkty do z reguły przedłużacze, zasilacze, ładowarki i inny mniej niżej lub wyżej napięciowy sprzęt elektryczny, a jako że wspomniałem wcześniej, że na tym etapie wszystko sprowadza się do jedzenia, mamy gotową receptę na świecące dzieci. A tak zupełnie poważnie, to zaczęło się pilnowanie wszystkiego, co leży na podłodze, bo wystarczy chwila nieuwagi i na przykład smoczek, którego szukaliśmy kilka miesięcy temu cudownie znajduje się w dziobie którejś z pełzaczek.


Krótko mówiąc mamy tu jeden wielki rollercoaster, także tematów na kolejne wpisy na bank nie zabraknie. Mam tylko nadzieję, że po takiej przerwie będzie chciało Wam się jeszcze czytać tę moją radosną twórczość.