środa, 17 maja 2017

Coś poszło nie tak...

Przez ostatnie dwa tygodnie, bo przez taki czas komputer protestował i nie dawał się uruchomić, działo się tyle, że wystarczyłoby na jakieś trzy rozdziały. A jednak tym razem nie będzie o Gangu, a o sprawie, która przyćmiła wszystkie wydarzenia ostatnich dni, mianowicie o czwartkowym pobiciu czternastolatki przez rówieśniczki.
 
Może nie jestem w kwestiach wychowania żadnym autorytetem, a w zasadzie to na pewno nie jestem, bo moja kariera jako rodzica trwa tylko nieco ponad pięć miesięcy, a jednak nie potrafię przejść obok takiej sprawy obojętnie. W całym zajściu poza poszkodowaną i napastniczkami, brało udział kilkanaście innych osób, głównie rówieśników tych dziewczynek (chociaż jeśli chodzi o napastniczki, nie mam w tej chwili pewności, czy do takich osób pasuje określenie "dziewczynka"), którzy, pół biedy gdyby tylko się przyglądali, oni wręcz dopingowali bijące do niezaprzestawania tego przedstawienia.

W tym miejscu pojawia się pytanie: co poszło nie tak? Czy z dzisiejszą młodzieżą wszystko jest w porządku? Czy my, pokolenie dzisiejszych młodych rodziców też zachowywaliśmy się tak jak oni, tylko w myśl zasady "Zapomniał wół, jak cielęciem by(u)ł" staramy się wyprzeć to wszystko, co zrobiliśmy złego, głupiego, czy agresywnego te kilkanaście, czy dwadzieścia kilka lat temu? Kurczę, w tym roku kończę trzydzieści lat i nie czuję się jakoś strasznie staro, a i do prawienia kazań młodym ludziom jestem ostatni, ale jak patrzę na to co się dzieje, jeżą mi się włosy na głowie. 

A już najlepsze w tej całej sytuacji jest to, przez co doszło do tej bójki, tam na początku padają słowa "odbiłaś mi chłopaka" i wtedy zaczyna się ostra jazda. No cóż, chyba do problemów wychowawczych niektórych rodziców, dołączył ostatnio jeszcze kryzys męskości, "no bo wiecie drogie dzieci, gdy tatuś był młody, to nawet najbardziej zniewieściały nastolatek, gdy ktoś odbił mu dziewczynę, potrafił uderzyć pięścią w stół, no może nie pięścią, a dłonią, ale zawsze robił to mężczyzna", niestety wygląda na to, że w tym momencie to dziewczynki biją się o chłopaków nie na odwrót. No i znów coś poszło nie tak. Czy to oznacza, że za osiemnaście lat na obowiązkową komisję wojskową będą stawały moje córki, a potem będą mi śpiewały "Przyjedź tatko na przysięgę"? Oby nie, może los się jeszcze odmieni, przecież zostało jeszcze trochę czasu...

Tak jak pisałem we wstępie, absolutnie nie czuję się autorytetem w kwestii wychowania dzieci, a jednak to co robię zawodowo, w jakiś sposób uprawnia mnie do wypowiadania się na temat agresywnej młodzieży, bo w tych trzech młodych niewiastach widzę moje przyszłe "klientki", w czym ugruntowuje mnie decyzja sądu, o umieszczeniu ich w poprawczaku aż do wyroku. Najpierw poprawczak, potem więzienie, taka jest naturalna kolej rzeczy. A może jeszcze nie jest za późno, żeby z tymi dziećmi popracować? Ale nie w poprawczaku, bo tam nauczą się tylko tego, jak po wyjściu na wolność bić, znęcać się i kraść, aby nie pozostawić śladów i nie dać się złapać. Niestety na co dzień w pracy spotykam się z żywymi dowodami na to, że te nauki można sobie wsadzić w buty, bo i tak prędzej czy później trafią do więzienia i tak. 

Być może jest to właściwy moment dla rządzących, którzy z mównicy sejmowej tak szumnie zapowiadali zmiany w prawie, aby usystematyzować i dać narzędzia do wyegzekwowania wyroków skazujących na prace społeczne, a następnie zasądzać takie wyroki właśnie takim młodocianym przestępcom, jak "bohaterki" naszej opowieści. Może kilkadziesiąt godzin spędzonych na pomocy umierającym dzieciom w hospicjum dziecięcym otworzyłoby tym nastolatkom oczy, a na pewno otworzyłoby je bardziej, niż pobyt w poprawczaku, a następnie w więzieniu, gdzie wszytko będą miały podane na tacy, a jedyną karą będzie odosobnienie od osób na wolności, do którego pewnie szybko przywykną. A gdy już wyjdą na wolność i kolejna rówieśniczka "odbije" którejś z nich chłopaka, skończy się na pobiciu ze skutkiem dwa metry pod ziemią, wtedy przyjdzie czas na przemyślenia, czy aby kilkanaście lat wcześniej, coś nie poszło nie tak...