poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Część II Rozdział XVI - Wiosna!

Jako, że niemalże na równi z wiosną kalendarzową, zbiegły się dwa fakty - pogoda zaczęła nas rozpieszczać temperaturami iście wczesnoletnimi, a nasz Gang otrzymał długo wyczekiwany wózek, nie mogliśmy zareagować inaczej, niż wyjściami na długie spacery, które poza tym, że fantastycznie wpływają na zdrowie naszych córek, to aktywizują nas, w sensie mnie i Myszę, do powrotu do aktywności fizycznej, tak bardzo przez ostatni okres ciąży i całą zimę zaniedbaną.
 
Na pierwszy ogień po tym jak odebraliśmy wózek z urzędu, poszedł zatem spacer wokół przysłowiowego "komina", czyli po prostu po osiedlu. To pierwsze wyjście było jednocześnie pierwszym testem wózka w zróżnicowanym terenie, bo Gdańsk ma to do siebie, że jest bardziej górzysty, niż miasta leżące u podnóża gór na południu polski. Zwłaszcza nasze osiedle(zawsze plułem sobie w brodę, gdy z lenistwa, zamiast jechać do Brzeźna, postanowiłem pobiegać blisko domu). 

Pierwsze testy wypadły niestety średnio, bo o ile wózek na prostym chodniku radzi sobie świetnie (co mogliśmy stwierdzić już kilka dni później spacerując pięknym równym deptakiem z Brzeźna do Sopotu), to już na zwykłej brukowanej drodze sporo mu brakuje, żeby można było powiedzieć, że jest stabilny. Mam swoje przemyślenia co do przyczyn takiego stanu rzeczy, ale nie będę tu o tym pisał, bo i nie ma sensu, wszak nie to jest przedmiotem dzisiejszego tekstu. Może kiedyś napiszę recenzję wózka z wszystkimi plusami i minusami, ale to zdecydowanie nie będzie dziś. W każdym razie po przejściu około 20 kilometrów za sterami tego pięknego dyliżansu, bo trzeba przyznać, że wygląda on bardzo efektownie, jestem już w stanie nad nim zapanować zarówno w kaszubskim lesie (bo i tam się wybraliśmy), jak i w "miejskiej dżungli". Najważniejsze jednak jest to, e dziewczynom te spacery bardzo dobrze robią, bo ostatnio przesypiają praktycznie całe noce, budząc się tylko raz na jedzonko (obym dziś w nocy nie żałował, że je pochwaliłem. Już kilkakrotnie po pochwale następowała taka noc, że myśleliśmy z Myszą, że staniemy na rzęsach). 

Generalnie od kiedy wiosna zaczęła pokazywać swoje ciepłe oblicze, większość problemów z którymi się borykaliśmy, a które dotyczyły zdrowia naszych małych gwiazdek, odeszło na bok. Paskudna infekcja minęła, kolejny skok rozwojowy nie jest aż tak dokuczliwy, jak te wcześniejsze, dziewczynki praktycznie przez cały czas, o ile nie śpią, leżą z tak rozbrajającym uśmiechem, że aż chce się żyć i ogólnie wszystko wróciło na właściwe tory. Jeszcze tylko nowego laptopa mógłbym znaleźć na wycieraczce któregoś dnia po powrocie z pracy i w ogóle wszystko byłoby elegancko! :)

Na koniec, tradycyjnie, fotka. Tym razem ze spaceru w Gdyńskim Orłowie.