wtorek, 14 marca 2017

Część II Rozdział XIV - O imprezie z okazji ukończenia trzech miesięcy

Żyjemy ostatnio w takim transie, że godzin już nawet nie liczymy, a kolejne dni i tygodnie uciekają nam w zastraszającym tempie. Ten czas przyspieszył w pewnym momencie tak bardzo, że nie zdążyliśmy się obejrzeć, a wczoraj nasz Gang skończył już trzy miesiące. Z tej okazji urządziliśmy sobie małą imprezkę...

Gdy Mysza była jeszcze w ciąży, czasem zdarzało nam się urządzać sobie spontaniczne wycieczki gdzieś poza trójmiasto. I tak jednego dnia robiliśmy sobie wypad na Kaszuby, żeby kilka dni później wybrać się do Łeby, a jeszcze za jakiś czas ruszyć na Wybrzeże wschodnie. Kiedy rozmawialiśmy o tym ze znajomymi, pojawiały się głosy mówiące "poczekajcie, urodzą się wam dzieci, to się skończą wycieczki". I w jakimś stopniu mieli rację, bo ze względu na zdrowie dzieci nie urządzamy sobie tak częstych eskapad jak wcześniej, ale bynajmniej nie planujemy zupełnie z nich zrezygnować, po prostu spełnionych musi zostać nieco więcej warunków, bo przede wszystkim dziewczyny muszą być zdrowe, tata nie może być w pracy, mama musi być tuż po odciąganiu pokarmu dla dziewczyn, laski nie mogą aktualnie spać i w końcu cel naszej podróży nie może być oddalony o więcej niż trzy godziny, biorąc pod uwagę, że są w okolicy miejsca, które niemal zawsze są zakorkowane. No i wczoraj, przy okazji "urodzin" Gangu, wszystkie te okoliczności nam sprzyjały, w związku z czym postanowiłem zabrać Myszę i córki na wycieczkę nad morze. Niestety w dalszym ciągu czekamy na wózek, który ma być nam dostarczony w tym tygodniu, dlatego jakikolwiek dłuższy spacer odpadał. Poza tym dziewczyny dopiero przeszły nam paskudną infekcję, więc woleliśmy nie ryzykować żadnego spaceru, dlatego musiałem znaleźć jakiś kawałek morza, który byłby czymś na zasadzie Drive-in, podjeżdżasz na plażę i nie musisz wysiadać z samochodu. Od razu na myśl przyszedł mi półwysep helski, bo może to nie morze, ale zatokę Pucką ma się na wyciągnięcie ręki

W Helu, w restauracji Kutter urządziliśmy sobie imprezę urodzinową, wzbudzając przy okazji wielkie zainteresowanie personelu, który po kolei, zza kontuaru dyskretnie rzucał okiem na nasze małe księżniczki. A wyglądaliśmy tak:


W drodze powrotnej do Gdańska, gdy już się ściemniło, półwysem spowiła mgła tak gęsta, że widoczność ograniczyła się tak bardzo, że przegapiłem nasz zjazd i zamiast skręcić w kierunku Trójmiasta, pojechałem prosto, aż dojechaliśmy do Rozewia, do którego przyciągnęła nas hipnotyczna poświata bijąca od latarni morskiej, naprowadzającej żeglarzy na właściwy kurs.

A na koniec wczorajsze zdjęcia naszych małych jubilatek w strojach w stylu Urban MC:

Kinga
Diana
 
Ania