niedziela, 5 marca 2017

Część II Rozdział XIII - Aktualności z frontu

Odrobinę w ostatnim czasie spadła nam częstotliwość wrzucania nowych postów na bloga, co spowodowane jest totalnym nawałem obowiązków, które kumuluje fakt, że Gang, mimo, że już czuje się lepiej, nadal jest chory. Teraz już w całości, więc pisząc ten tekst, czuję się trochę jak Ernest Hemingway, albo Waldemar Milewicz - piszę do Was z samego serca wojennej zawieruchy. 

To, o czym pisałem we wstępie, zrozumieją bez problemu rodzice dwójki (lub więcej) małych dzieci, które zachorowały w jednym czasie, albo jednego dziecka, które ciężko przechodzi wszelkiego rodzaju infekcje. Generalnie w domu mamy małe Kongo, bo dziewczyny cały czas mają zatkane nosy i pokasłują, a do tego wszystkiego dołączył skok rozwojowy, który sprawia, że oddalenie się rodziców choćby na moment poza pole widzenia, kończy się lamentem i krzykiem o takim natężeniu, że za każdym razem, gdy ktoś puka do drzwi, spodziewam się pracownicy MOPSu w obstawie policji. Albo samej policji. Albo samej pracownicy MOPSu. Generalnie ostatnie dni dają nam poczuć, że te nasze Aniołki, to jednak są trojaczki, więc nie możemy mieć zbyt łatwo.

Kolejną przyczyną tego, że teksty pojawiają się znacznie rzadziej, niż wcześniej, jest fakt, że ustawodawca nie przewidział dla ojca trojaczków potrójnego, ani nawet podwójnego urlopu "tatusiowego", więc po wykorzystaniu całego urlopu, wszystkich nadgodzin (łącznie z tymi, które dopiero wypracuję w ciągu najbliższych pięciu lat) oraz innych dni wolnych, które mi przysługiwały, przyszło mi wrócić do pracy. Niestety urlop bezpłatny w naszym przypadku nie wchodzi w rachubę, bo razem z Myszą bylibyśmy zmuszeni podjadać dzieciom ich jedzenie, a tego wolelibyśmy uniknąć. 

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze fakt, że jesteśmy na etapie organizacji chrztu i przyjęcia naszym małym gwiazdom. Na szczęście sześcioro chrzestnych już znaleźliśmy (licząc z osobami towarzyszącymi, robi nam się prawie "Parszywa Dwunastka", hyhyhy). Z księdzem też już jesteśmy po słowie, swoją drogą chyba powinienem przytoczyć fragment naszej rozmowy:

- (...)Chciałbym ochrzcić dzieci - rzekłem po wymianie uprzejmości
- O, dzieci. Czyli jest ich więcej niż jedno? - zapytał ojciec przeor
- Tak, jest ich troje. Trzy dziewczynki. - odpowiedziałem, czekając na reakcję coraz bardziej zaciekawionego proboszcza
- Dobrze, dobrze. Jeśli będzie taka potrzeba, ochrzcimy i szóstkę, hyhy - zażartował pleban, po czym, już z pełną powagą dodał - W jakim wieku są dzieci? 
- Miesiąc - odparłem, w dalszym ciągu nie wchodząc głębiej w szczegóły
- Tak, miesiąc - zastanowił się ksiądz - To to najmłodsze, a pozostała dwójka?
- Też miesiąc - odparłem, po czym z szelmowskim uśmiechem dodałem - a uprzedzając ojca kolejne pytanie, wszystkie mają tę samą matkę. - za drzwiami usłyszałem głęboki wdech gosposi, która prawdopodobnie przypadkiem usłyszała naszą rozmowę, podczas nakładania pasty polerskiej na linoleum w poczekalni
- Mój Boże, trójka na raz?! - Zakrzyknął ksiądz - Gratuluję! Ale wiesz co bracie? Przy okazji życzę powodzenia i anielskiej cierpliwości
Chrzciny odbędą się w rocznicę ślubu rodziców i w jakiś sposób zamkną pewien etap naszego życia, otwierając jednocześnie kolejny, który roboczo nazwałem sobie Misja: Wychowanie.

Przy okazji pytanie do czytelników z Trójmiasta i okolic, nie wiecie gdzie można zorganizować przyjęcie na około 25 osób? Chrzest odbędzie się w Bazylice Mniejszej w Gdańsku, a jeśli chodzi o lokal jesteśmy wstępnie po słowie z dwoma menadżerami, ale niestety nie dysponują oni miejscami, w których przenocować mogliby chrzestni, a pięcioro niestety nie jest z Trójmiasta i chcemy zapewnić im jakąś przytulną "metę". ;)

A! I Mysza pyta skąd najlepiej kupić tort na przyjęcie. 


A na koniec pozdrowionka od Gangu, który mimo, że zdrowotnie trochę nie domaga, to jak zwykle chętnie pozuje do zdjęć.