niedziela, 26 lutego 2017

Część II Rozdział XII - Apsik, kaszl-kaszl, czyli o pierwszej infekcji

Jako, że niemal codziennie mamy jakąś wizytę lekarską, na półkę oznaczoną "sukcesy" możemy odłożyć fakt, że dziewczyny przez dwa i pół miesiąca nie chorowały. Niestety, jako że wszyscy wokół kaszlą i smarkają, w końcu musiało trafić i nas. A jak trafiło, to już hurtowo.

Pierwszym członkiem rodziny, który zachorował, byłem ja. Nie jest to jakoś specjalnie dziwne, bo to właśnie ja spędzam najwięcej czasu poza domem, no bo jeśli trzeba coś załatwić, zrobić zakupy, jechać z jedną z dziewczyn na rehabilitację, czy do lekarza, jedzie to z nas, które jest szczęśliwym posiadaczem kawałka plastiku z napisem "Prawo Jazdy", swoją drogą, jeśli osoby za t odpowiedzialne dalej będą tak utrudniać uzyskanie tego dokumentu, niedługo każdy zdany egzamin będzie kończył się fanfarami i rautem na cześć młodego kierowcy. Mysza niestety nie zdążyła podejść do egzaminu, bo kurs zakończyła mniej więcej w tym okresie ciąży, w którym każdy gwałtowny ruch kończył się gwałtownym biegiem do toalety (śmietnika, wiadra, miski, lub doniczki). Poza tym, ojcu trojaczków nie przysługują jakieś specjalne prawa urlopowe, przez co tydzień temu nadszedł mój czas na powrót do pracy. No i jeśli te wszystkie czynniki ryzyka zebrać do kupy, musiałbym być jakimś robocopem, żeby nie złapać żadnej infekcji. Niestety paskudne bakterie bardzo szybko znalazły sobie kolejnego żywiciela i przeskoczyły na Anie, a z Ani na Kingę. No i tym sposobem tak sobie siedzimy, kaszlemy i smarkamy, znaczy się ja smarkam, bo dziewczyny jeszcze nie potrafią. W ich przypadku jedynym sposobem na skuteczne odciągnięcie kataru z nosków jest przystawienie doń odkurzacza i zassanie niechcianej wydzieliny. Znaczy nie takiego odkurzacza do podłóg, żebym jutro o 7:45 nie miał gości z MOPSu, takiego specjalnego odkurzacza do małych nosków. 

O dziwo przed infekcją jakoś udało się ustrzec Dianie i to mimo, że jest największym przytulasem tatusia, no i Myszy, która po ciąży nabyła chyba magicznych mocy, bo jej jedyną słabością jest sen, poza tym nic jej nie bierze,  jeśli tylko ma możliwość porządnie się wyspać. 

Ania nabywa mocy superbohatera
 Aktualnie razem z Kingą i Anią jemy sobie antybiotyk i mamy nadzieję, żę już wkrótce dojdziemy do siebie i będziemy mogli pójść na spacer naszym nowym wózkiem, który mamy nadzieję odebrać już w tym tygodniu.