poniedziałek, 16 stycznia 2017

Palmer's - Recenzja

Jako, że minął już miesiąc od rozpoczęcia naszego testu produktów przesłanych nam przez Palmer's Polska, nadszedł czas na ich recenzję, wszak możemy już stwierdzić czy i jak działają.


No to od początku. Zacznijmy od pielęgnacyjnego kremu do biustu w czasie laktacji. Ja mogę powiedzieć o nim tyle, że ładnie pachnie. Chociaż nie, on świetnie pachnie! No i to, że Mysza, gdy go używa, robi to w bardzo prowokujący sposób. Ona mówi, że nie ma takiego zamiaru, ale ja swoje wiem. A teraz oddajmy głos matce mojego Gangu: "Fajnie nawilża i ładnie regeneruje podrażnioną skórę. Poza tym jego wielkim plusem jest to, że nie trzeba go zmywać przed karmieniem, czy odciąganiem pokarmu (co jest dość mocno istotne przy trzech krzyczących z głodu małych Myszkach). Co bardzo istotne ma prosty skład, bez zbędnej chemii. Generalnie na plus"

Krem do rąk. Tu możemy wypowiedzieć się już oboje. Z mojej strony powiem tyle, że bardzo nie lubię mieć suchych dłoni, a gdy nasze małe księżniczki leżały w szpitalu, niestety zmagałem się z tym problemem. Wszystko przez płyn do dezynfekcji, którego używaliśmy każdorazowo przed robieniem czegokolwiek z dziećmi. Szczerze mówiąc, gdy zdarzały się dni, że nie mieliśmy z sobą kremu od Palmer's, a jakiś inny, musiałem używać go kilkukrotnie, zanim faktycznie nawilżył skórę w takim stopniu, że nie była w dotyku jak papirus. Palmer's nawilża znacznie lepiej i mniejszą ilością. No i ten zapach... Teraz, kiedy dziewczyny są już w domu, nie muszę stosować go tak często, ale Mysza mająca generalnie suchą skórę, nawilża ją codziennie i też sobie chwali.

Maść przeciw pieluszkowemu zapaleniu skóry. Była z naszymi dziewczynami od pierwszego dnia ich życia, potem, gdy Kinga z Dianą wróciły do domu, maść została w szpitalu z Anią i okazało się, że przy stosowaniu różnych pieluszek i różnych kosmetyków, na skórze pod pieluszkami u Kingi i Diany pojawiały się zaczerwienienia i delikatne odparzenia, zaś pupa Ani była w tym czasie gładziutka jak... pupa niemowlaka. Gdy Ania wraz z maścią wróciła do domu, zaczęliśmy stosować ją również u "starszaków" (maść, nie Anię) i zauważyliśmy wyraźną poprawę. Odparzenia i zaczerwienienia zniknęły bez stosowania najpopularniejszej maści na "S", a używając tylko maści przeciw pieluszkowemu zapaleniu skóry od Palmer's. 

Co równie istotne, wszystkie te kosmetyki w dalszym ciągu mamy używając ich codziennie, a nawet kilka razy dziennie, a tubkom jeszcze sporo brakuje do końca, co świadczy o tym, jak bardzo są wydajne. Dla porównania popularny krem ochronny pod pieluszkę pojemności 75 ml wystarczył nam, przy Kindze i Dianie, na niespełna dwa tygodnie, a 125 ml Palmersa wciąż czeka na wykończenie. 

Krótko mówiąc wydajność plus skuteczność działania plus fajny skład bez zbędnej chemii jak najbardziej nas do siebie przekonały i pozostaniemy przy produktach Palmer's, bo te wszystkie plusy całkowicie kompensują cenę, która jest nieco wyższa niż w przypadku popularnych kosmetyków kupowanych w marketach, czy aptekach.