niedziela, 29 stycznia 2017

Część II Rozdział VII - Trojaczki razy trzy!

Wczoraj po południu nastąpiło coś, na co wszyscy niecierpliwie czekaliśmy. Po raz pierwszy, w warunkach domowych, spotkały się trzy trojaczkowe rodziny. Ku naszemu (rodziców) zaskoczeniu, spotkanie przebiegło w mało burzliwej atmosferze, a dziewiątka dzieci zrobiła mniej hałasu, niż każda trójka z osobna robi w domu.

 
Jeszcze do południa nasza obecność na "spotkaniu na szczycie" stała pod dużym znakiem zapytania, co spowodowane było tym, że nie mogłem uruchomić naszego japońskiego trojaczkobusa. Nie żeby japońska technologia zawiodła, po prostu ciężko uruchomić silnik złamanym kluczykiem z uszkodzonym immobiliserem. Na szczęście z odsieczą przybył nam Paweł, tata Tosi, Leona i Franka, który zawiózł swoją rodzinkę na miejsce spotkania, a potem przyjechał po nas, za co jesteśmy mu niezmiernie wdzięczni, bo dziś nie wyobrażam sobie, żeby mogło nas tam zabraknąć. 

Gospodarzami spotkania byli Klara, Aniela, Łucja, Daria i Adam, którym raz jeszcze prześlicznie dziękujemy za zaproszenie. Dzieci, jak już napisałem wcześniej, były tak grzeczne, że rodzicom nie pozostało nic innego jak siąść i spokojnie porozmawiać. Generalnie ton całej imprezie nadawały starszaki, czyli dzieci Darii i Adama, oraz Patrycji i Pawła, nasz mały Gang większość "imprezy" przespał, chociaż w tych momentach, w których dziewczyny nie spały, nie mogły się nadziwić, ile nowych kuzynek i kuzynów leży sobie razem z nimi w nowym dla nich miejscu! 

Chociaż nie wszyscy się dziwili. Złożyło się tak, że Anię rozebraliśmy jako pierwszą i położyliśmy koło Franka i to było przeznaczenie. Od razu przypadli sobie do gustu, złapali się za ręce i niemal do samego końca spotkania nie puścili. Wygląda na to, że jedną z córek już mamy wyswataną, tylko strach pomyśleć jaki będzie efekt miłości dwojga trojaczków... 

I tak przez kilka godzin...




 Niestety, jako że wszystko co dobre, szybko się kończy, zrobiło się bardzo późno i trzeba było uciekać do domu. Kolejnych spotkań nie tylko nie wykluczamy, ale wręcz jesteśmy pewni, że nastąpią, bo mimo że nie jest łatwo zorganizować się do spotkania całą piętnastką, to warto się postarać, bo to wczorajsze spotkanie bardzo pozytywnie nas nastroiło, poza tym nie co dzień zdarza się spotkać dziewiątce trojaczków, urodzonych w tym samym szpitalu w ciągu niespełna trzech miesięcy. No i wygląda na to, że nasze trzy Gangi połączyły siły i wyszedł z tego całkiem niezły Kartel, który będzie rządził całym pomorzem.

A na koniec grupowe zdjęcie całej naszej piętnastki. Swoją drogą, może warto na każdym spotkaniu robić taką fotkę, żeby mieć świadectwo tego, jak ze zlotu za zlot rosną nasze dzieci, a my się starzejemy. ;)