piątek, 20 stycznia 2017

Część II Rozdział V - "Ojej, trojaczki! Wyrazy współczucia..."

Staramy się dość regularnie wychodzić na spacery. Dla własnego zdrowia, żeby Gang złapał trochę świeżego powietrza i żeby Mysza mogła chociaż czasem wyjść z domu. Podczas spacerów, jak to podczas spacerów - mijamy innych spacerowiczów, a większość z tych mijanych przez nas osób, widząc tak duży wózek, nie może oprzeć się pokusie, żeby zajrzeć do środka. I o ile większość robi to dyskretnie, a przyłapana powstrzymuje się od komentarzy, zdarzają się tacy, którzy muszą skomentować ilość dzieci w wózku. I o tych właśnie osobach będzie dzisiejszy tekst. A nawet nie tyle o osobach, co o ich komentarzach i moim do nich stosunku (komentarzy, nie osób).
 
W środę na ten przykład, gdy tak sobie staliśmy z dziewczynami pod przychodnią, do której Mysza weszła odebrać skierowania na USG bioderek (na którym byliśmy dziś), podeszła do nas starsza pani z wózkiem i, co oczywiste, musiała zajrzeć do naszego. Pal licho, gdyby po prostu zajrzała, ale ona wręcz włożyła głowę do wózka i prosto w uszy naszych dziewczyn wykrzyknęła "O matko! Trojaczki!". Nie wytrzymałem i w odpowiedzi wykrzyknąłem "O matko! Jedynak!". Moja rozmówczyni lekko się skonsternowała, ale dalej brnęła w te standardowe rozmówki okołotrojaczkowe: "O jak ja panu współczuję!", zapytałem zatem czego mi tak bardzo współczuje? Ona na to, że to przecież trójka dzieci! Odpowiedziałem jej, że my z Myszą nie wyobrażamy sobie mieć jednego dziecka, tak bardzo przywykliśmy już do tych potrójnych obowiązków. 

Po tej rozmowie naszła mnie taka refleksja, że w zasadzie to na paliwo, które spalamy jeżdżąc do lekarzy, moglibyśmy zarobić sprzedając bilety na oglądanie dziewczynek. Chcesz obejrzeć trojaczki przechodniu? Spoko, dawaj piątala do puszki. Oczywiście przekoloryzowuję w tym momencie, ale czasem mam wrażenie, że ludzie traktują nasze dzieci jak małpki w zoo, taka krótkotrwała rozrywka dla oczu. O ile naprawdę nie mam nic przeciwko zaglądaniu nam do wózka, bo liczyłem się z tym, że będziemy wzbudzać na naszym osiedlu niemałą sensację, to już komentarze zaczynają nas powoli irytować. Poniżej zestawienie najpopularniejszych komentarzy i odpowiedzi na nie, które same cisną mi się na usta.

* O Matko! TROJACZKI!? Współczuję! - Czego można nam współczuć? Tego, że mamy trzy śliczne, zdrowe i wesołe córki?

* A ile to roboty... Sama zmiana pieluch to wieczność! - Jeśli tylko mianem wieczności można określić czas 6:59:22 na przewinięcie trzech wielkich kup, bez zbędnego pośpiechu i tłumacząc Ani, że wkładanie rączki w kupę, a potem do buzi jest raczej kiepskim pomysłem.

* No ale noce to na pewno macie nieprzespane, pewnie budzą się na zmianę? - No właśnie nie. Zaryzykuję stwierdzenie, że wysypiamy się lepiej, niż podczas ciąży. Co do budzenia się dzieci, wszystko jest kwestią organizacji! Jedna się budzi? Karmimy, a w tym samym czasie "na śpiocha" podajemy butlę pozostałej dwójce. Tym samym okazuje się, że w trakcie nocy wstajemy tylko raz, bo spać kładziemy się tak, żeby któreś z nas przed snem nakarmiło i przewinęło dziewczyny, a wtedy to drugie wstaje do nich w nocy, dlatego oboje względnie się wysypiamy. 

* No to po trojaczkach będziecie mieć dość dzieci. Pierwsze i ostatnie, co? - No nie. Jeśli tylko sytuacja mieszkaniowa i materialna nam pozwoli, nie wykluczamy, że za kilka lat postaramy się o synka. - A jeśli znów będą trzy dziewczynki? Hyhyhyh - Jeśli będą, to będą, nie widzimy w tym strasznego problemu, o ile oczywiście sytuacja nam pozwoli.

* Oooo, efekt 500+ - Jeśli ktoś "robi" sobie dzieci tylko ze względu na 500+, to gratuluję pomysłu na życie, my pragnęliśmy dziecka, a że trafiła się trójka, tym lepiej!

* I tysiącplus idzie - Zazdrościsz? Jeśli nie, po co ten komentarz?

To tylko niektóre i te najczęściej spotykane komentarze, ale jednocześnie te najbardziej irytujące, dlatego z tego miejsca apeluję do wszystkich, którzy nie są rodzicami wieloraczków - nie zadawajcie takich pytań swoim znajomym, którzy są rodzicami bliźniąt, trojaczków, czy czworaczków, bo mamy takich pytań i komentarzy dość ze strony obcych ludzi. Zapytajcie wybierając się z wizytą do takich rodzin, czy na przykład po drodze nie zrobić im drobnych zakupów, lub czy nie potrzebują żadnej drobnej przysługi, choćby pomocy w zniesieniu wózka z mieszkania przed spacerem. Za takie drobiazgi możecie oczekiwać ogromnej wdzięczności, nawet jeśli Wasi znajomi nie skorzystają z takiej oferty.