sobota, 14 stycznia 2017

Część II Rozdział IV - Mamy miesiąc!

Dzisiejszy tekst miał pojawić się wczoraj, jednak obowiązki związane z obsługą Gangu, plus potężny ból głowy, uniemożliwiły mi napisanie czegoś sensownego, więc jest dziś. Zapraszam na relację z pierwszych pięciu dni pobytu Ani w domu, wczorajszej wizyty u okulisty i naszych zmagań z brakiem snu.
Wczoraj rano byliśmy u Pani doktor okulistki. Skoro świt podnieśliśmy siebie i Gang z łóżek i ruszyliśmy w kierunku Uniwersytetu Medycznego, gdzie umówieni byliśmy na wizytę. O sensacji, jaką wzbudzi nasze przybycie, wiedzieliśmy już wcześniej,  wszystko dlatego, że również wczoraj swoje wizyty kontrolne poza nami, miały Daria z Klarą, Anielką i Łucją, jak również Patrycja z Antosią, Frankiem i Leonem. Jako, że dziewczyny uwinęły się wcześniej i były na miejscu przed nami, nasze wejście do poczekalni poradni okulistyki UCK, musiało spotkać się z komentarzami zdziwionych pacjentów. Przytoczę te, które wywołały największy uśmiech na mojej twarzy, a były to "Mój Boże, następne trojaczki! Ale obrodziło!", które padło z ust starszej Pani, a jeszcze lepszym komentarzem popisał się Pan w średnim wieku, niemal wykrzykując "Łojezu, jakaś inwazja, same trojaki!".
Co do samej wizyty u Pani doktor, najważniejsza wiadomość jest taka, że prawdopodobnie nasze gwiazdki nie będą wymagały leczenia i jeszcze jedna wizyta powinna wystarczyć, żeby to potwierdzić. I całe szczęście, bo podczas badania dziewczyny tak strasznie krzyczały, że aż mnie chciało się płakać razem z nimi. 
Wczoraj Gang skończył miesiąc. Miesiąc! Wydaje mi się, jakby to było wczoraj, jakbym jeszcze kilka dni temu spędzał większość czasu przy szpitalnym łóżku mojej umęczonej ciążą żony, a to już miesiąc, jak większość czasu spędzamy razem z moją umęczoną żoną przy łóżkach naszych małych skarbów i na czynnościach okołogangowych, takich jak pranie, sprzątanie, przygotowywanie jedzenia, załatwianie lekarzy i tak dalej. I powiem Wam, że mimo iż już od tygodnia mamy wszystkie dziewczynki w domu, mam jeszcze takie momenty, że zastanawiam się, czy za chwilę się nie obudzę, i nie okaże się, że to był tylko sen. Dziewczynki rosną jak na drożdżach, kurczę, jeszcze miesiąc temu Ania była wielkości mojej dłoni i drżeliśmy o to, żeby tylko wszystko było okej, a dziś przewraca tymi swoimi pięknymi, niebieskimi oczami i najgłośniej domaga się jedzenia. Jeszcze miesiąc temu nie zastałem Diany w pokoju z siostrami, a położna poinformowała mnie, że moja córka jest przeniesiona na OIOM, bo nie może oddychać, a dziś potrafi nabrać w swoje płucka tyle powietrza, że swoim krzykiem jest w stanie obudzić sąsiadów. Jeszcze trzydzieści dni temu patrzyłem na Kingę ze świadomością, że jak na trojaczkę, ma piękną wagę,a jednak z tyłu głowy kołatała mi się myśl, że jest tak strasznie krucha i chudziutka, a dziś podczas kąpieli stwierdziłem, że wygląda jak piękny, pulchniutki, niczym nie wyróżniający się noworodek. Pewnie zanim się obejrzymy, dziewczynki będą miały dwa miesiące, potem trzy, aż w końcu w mgnieniu oka minie nam pierwszy rok.


Pewnie narażę się teraz wszystkim rodzicom bliźniąt, ale po powrocie Aneczki do domu, stwierdziliśmy z Myszą, że przy tylko Kindze i Dianie, my wręcz odpoczywaliśmy. Chociaż mimo wszystko już po powrocie naszej małej wojowniczki nadal nie jest źle. Wystarczy powiedzieć, że jeszcze nie musimy przyklejać sobie powiek na taśmę klejącą, żeby mieć otwarte oczy, a nawet wystarcza nam czasu na gotowanie obiadów, więc mogę stwierdzić jednoznacznie, że nasze dzieci są bardzo grzeczne (póki co) i mamy nadzieję, że tak zostanie. 
A na koniec kolejne gratulacje! Gratulujemy Gosi, która urodziła 10 stycznia Marcelinę, Weronikę i Remka. Będzie dobrze, trzymamy za Was kciuki całą naszą piątką!