poniedziałek, 9 stycznia 2017

Część II Rozdział III - Jesteśmy w komplecie

Dziś wczesnym popołudniem odebrałem długo wyczekiwany telefon. Po drugiej stronie słuchawki, wygodnie rozparty w fotelu (przynajmniej tak widziałem to oczyma wyobraźni) siedział doktor House.
- Może Pan przyjechać po dziecko - oznajmił
- Zaraz będę! - zakrzyknąłem ochoczo
Już po chwili mknąłem na północ w kierunku szpitala.

Ania została wypisana do domu z wagą 2160 gramów. Pięknie nam urosła i w końcu, po 28 dniach możemy cieszyć się rodziną w komplecie. Co prawda nasza mała wojowniczka nie pozwala póki co przejść nad swoją obecnością w domu obojętnie i wznosząc bojowe okrzyki regularnie przywołuje rodziców, jakby chciał powiedzieć: "Halo! Tu jestem! To na mnie czekaliście cztery tygodnie!". Krótko mówiąc, tak jak oczekiwałem, zaczyna się niezłe Kongo. 

Powoli zaczynamy widzieć, czego możemy oczekiwać po trójce dzieci w domu, bez wątpienia nudzić się nie będziemy. 



A teraz uwaga, bo pojawią się nazwiska. W tym momencie, jako że wszystkie dziewczyny są już w komplecie, nadszedł czas na podziękowania. Będzie zatem chronologicznie, w kolejności pojawiania się w kolejnych tekstach.

Za te pół roku cierpliwego odpowiadania na wszystkie nasze pytania, za opiekę nad Myszą w trakcie ciąży i rozwiewanie naszych wątpliwości dziękujemy Pani Profesor Małgorzacie Świątkowskiej-Freund. Za te niemal 3 tygodnie opieki dziękujemy ślicznie całej ekipie położnych z oddziału patologii ciąży, ze szczególnym uwzględnieniem Pani Ewy, która jak nikt inny potrafi wkuwać wenflon tak, że mucha nie siada. Tako rzecze Mysza. Za wprowadzanie fantastycznej atmosfery na oddziale i codzienne droczenie się z moją umęczoną małżonką, dziękujemy doktorowi Michałowi Mędrasiowi, ordynatorowi oddziału, a za szczęśliwe przyjęcie naszych pięknych córek na świat dziękujemy fantastycznemu doktorowi Przemysławowi Adamskiemu.
 Położnym z oddziału neonatologii i oddziału noworodków izolacyjnych za opiekę nad naszymi córkami, a za szczęśliwe doprowadzenie ich do wyjścia ze szpitala dziękujemy doktorowi Zdzisławowi Janowiakowi.

Jeśli kogokolwiek pominąłem, niech się przypomni, raz jeszcze wszystkim serdecznie dziękujemy całą naszą piątką. :)