piątek, 30 grudnia 2016

Rozdział XLVII - Epilog

Jako, że mamy koniec roku, czas podsumowań i refleksji, postanowiłem nie być gorszy od innych i podsumować wszystkie ważne rzeczy, które wydarzyły się w tym zmierzającym ku końcowi 2016 roku. A wraz z końcem roku, skończy się również nasza opowieść pod tytułem "Oczekiwanie na trojaczki z perspektywy taty".

 Rok 2016 rozpoczynaliśmy huczną imprezą, mając gdzieś z tyłu głowy świadomość, że za rok nasz sylwester będzie najprawdopodobniej przebiegał z zupełnie innej atmosferze, atmosferze oczekiwania na naszego pierwszego potomka. Byliśmy wtedy na etapie przygotowywania wszystkiego do ślubu i wesela, dopinaniu listy gości i kształtu całej uroczystości, a w wolnych chwilach rozmyślań i rozmów, jak fajnie będzie za rok, jeśli wszystko potoczy się po naszej myśli, i jak niewiele czasu pozostanie już do przyjścia na świat naszego upragnionego dziecka. Oczywiście stało się zupełnie inaczej i tak sobie teraz myślę, że żaden, nawet najlepszy reżyser, nie wymyśliłby tej historii lepiej, bardziej intrygująco i zawile, niż zrobiło to samo życie. Pół roku później mieliśmy doświadczyć pierwszego trzęsienia ziemi w naszym życiu rodzinnym, a był to 13 czerwca. W ogóle ta szczęśliwa trzynastka jakoś przylgnęła do naszej, wtedy jeszcze małej rodziny. Bo jak tu nie wierzyć w magię liczb, kiedy wystarczy przeanalizować ostatnie pół roku naszego życia: 13 czerwca po uprzedniej zmianie kolorów, niczym kameleon na tęczowej kolejce górskiej, lekarz oświadczył nam, że spodziewamy się nie jednego, a trójki dzieci, co na ten moment sprawiło, że był to najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Trzy miesiące później, 13 września Mysza miała robiony zabieg związany z założeniem szwu, który miał pomóc jak najdłużej utrzymać w mojożonowym, jeszcze wtedy małym brzuchu, nasz Gang córek, bo wiedzieliśmy już , że w brzuchu siedzą trzy dziewczynki. Kolejna znamienna trzynastka nastąpiła następne trzy miesiące później i zepchnęła na drugie miejsce w moim rankingu szczęścia zieleniejącego lekarza. Mowa oczywiście o trzynastym grudnia i urodzeniu się naszych małych księżniczek. Ale wiecie co, już teraz wiem, że trzynastka nam nie odpuszcza, bo na 13 stycznia mamy umówioną wizytę kontrolną u okulisty, który stwierdzi wtedy, że nasz Gang ma potrójnie sokoli wzrok i nie będziemy musieli męczyć dziewczyn kolejnymi wizytami. Ciekawe co przyniosą swoimi trzynastymi dniami kolejne miesiące.

Ten dzisiejszy tekst jest epilogiem kończącym pewien okres w naszym życiu, ale bynajmniej nie kończącym naszej opowieści o potrójnym szczęściu, mnóstwie obowiązków i lawinie radości, które przyniosły nam nasze gwiazdy wychodząc z Myszowego brzucha. Teraz po prostu będzie inaczej. Nie będzie dywagacji kiedy się urodzą, jak będą miały na imię, ile będą ważyły, czy Myszę dalej swędzi i czy wygląda już jak mały czołg, czy jeszcze jak duży samochód. Teraz będzie o pierwszych kolkach, które już za nami, o pierwszych ząbkach, pierwszych krokach i rozrabianiu. Będzie o zabawach, o wizytach u lekarzy, o czytaniu książek i pierwszych obiadkach. Będzie inaczej, ale w dalszym ciągu będzie, bo szczerze mówiąc, pisanie tego bloga weszło mi już w krew i jest dla mnie trochę jak uzależnienie, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Ciekawe tylko, jak bardzo moje córki mnie znienawidzą, jak za kilkanaście lat przeczytają na blogu ojca o swoich pierwszych kupach i tym, jakimi były na początku przylepami i jak bardzo lubiły przytulać się do mamy i taty. Będę miał czym je szantażować, jak wejdą w okres buntu.

Nie wiem tylko jak nazwiemy tę drugą część naszej opowieści. Pewnie wyjdzie w praniu, czy będzie to "O wychowaniu trojaczków z perspektywy taty", czy może "O walce z trojaczkami z perspektywy taty". 

Na koniec chciałbym Wam wszystkim podziękować za te wspólnie spędzone prawie pół roku, za wszystkie słowa wsparcia, za to, że jest nas już tak dużo (fanpejdż nie kłamie!), za całą otoczkę, którą wytworzyliście swoimi dobrymi wibracjami i przede wszystkim za to, że jesteście z nami. Doceniamy to i z tego miejsca mówimy całą naszą piątką "DZIĘ-KU-JE-MY!"

 KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ