środa, 7 grudnia 2016

Rozdział XLI - Sześć kilogramów Gangu

Dzisiejsze przedpołudnie i wczesne popołudnie upłynęło nam pod znakiem badań i pomiarów. Najpierw badanie mojej umęczonej żony, potem doppler, i na koniec USG z pomiarami i ważeniem Gangu, który ku naszemu zaskoczeniu ciągle rośnie jak na drożdżach.
 
Wszystko zaczęło się od porannego obchodu, podczas którego ordynator oddziału wspólnie ze swoim kolegą po fachu orzekli, że Mysza ma jednak cholestazę, która została wykluczona jakieś dwa miesiące temu. Wygląda na to, że wtedy jedynym objawem było swędzenie, które wszyscy lekarze złożyli na karb hormonów, które w przypadku ciąży mnogiej buzują jak szalone. Dziś jednak, okazało się, że to jednak nie hormony, a paskudna choroba, która dopiero po takim czasie ujawniła się w wynikach badań krwi. W każdym razie w momencie pisania niniejszego tekstu, moja drapiąca się żona leży podłączona do kroplówki, która ma wypłukać z jej krwi nadmiar kwasów żółciowych.
Po zakończonym obchodzie matka mojego Gangu została zaproszona "na fotelik", skąd udała się do gabinetu USG, w którym chwilę później odbyło się badanie dopplerowskie. Jeśli chodzi o przepływy, nie dowiedzieliśmy się niczego nowego, tym bardziej, że najmniejsza córcia jest tak ciasno wtulona między większe siostry, że nie dało się wiarygodnie określić jak to wszystko wygląda. Gdy już było po wszystkim moja bardzo niewydolna motorycznie żona (niewydolność motoryczna sprzed dwóch tygodni w porównaniu do obecnej ma się jak ferrari do malucha) otrzymała polecenie udania się na spoczynek i czekania na wezwanie na USG. Ten moment wykorzystałem na wyskoczenie do Oli, która na specjalną prośbę mojej wygłodniałej żony przygotowała jej na dzisiejszy obiad jej ukochany barszcz.

Na kilka łyżek przed końcem obiadu do sali weszła położna i oświadczyła, że gdy tylko matka mojego Gangu skończy machać łyżką, możemy zejść na USG właściwe, które miało nas bardzo pozytywnie zaskoczyć... Pani doktor zaczęła od pomiaru największej księżniczki, której szacowana waga przerosła nasze najśmielsze marzenia - niemal 2200 gramów to wynik, o którym nawet nie marzyliśmy. Tak naprawdę modliliśmy się, żeby największe dziecko zbliżało się w momencie porodu do dwóch kilogramów, a tu jeśli tak dalej pójdzie, mała gigantka przekroczy dwa i pół (to oczywiście raczej nierealne, ale kto zabroni mi pomarzyć?). Mała Ania według dzisiejszego pomiaru waży około 1500 gramów, jednak pani doktor wykonująca USG zastrzegła, że ten wynik jest niemal na pewno zaniżony, co jest spowodowane, jak już pisałem, jej ulokowaniem między siostrami. Jeśli zaś chodzi o środkową gwiazdkę, jest można powiedzieć takim łącznikiem między siostrami i z wagą 1900 gramów wpisuje się niemal idealnie w środeczek. Z dziewczynami nic złego się nie dzieje, ale po zakończonych badaniach i tak miało zebrać się konsylium, mające zdecydować co dalej robić z moją posiadającą już wszystkie ciążowe dolegliwości żoną. Oczywiście o wszystkim będziecie informowani na bieżąco.

Na koniec chciałem serdecznie podziękować w imieniu własnym, Myszy i Gangu jednej z naszych czytelniczek - Reni, za piękną przesyłkę, którą nas obdarowała. Jak tylko ogarnę się czasowo wrzucę na facebooka zdjęcia tej wielkiej paczki, jak i jej zawartości. 

Mysza ze swoją nową psiapsiółką
To tyle na dziś, a my czekamy aż nowa przyjaciółka Myszy - pani kroplówka, przestanie kapać i uda się zmierzyć akcję serducha naszych małych gwiazd.