niedziela, 4 grudnia 2016

Rozdział XL - Final countdown

Wczoraj Mysza dostała od lekarzy kategoryczny nakaz leżenia za wyjątkiem wyjścia do toalety i na pomiar ciśnienia, resztę czasu ma spędzać w łóżku w pozycji najwyżej półleżącej. Wszystko spowodowane jest faktem, że wielkimi krokami nadchodzi dzień, w którym powitamy na świecie nasz mały Gang!
 W dniu wczorajszym moja coraz bardziej opuchnięta i coraz mniej wydolna motorycznie żona miała badanie, które miało orzec o tym, czy już rozpoczyna się akcja porodowa, czy jeszcze będziemy czekać. Okazało się, że nie bezpośrednio, ale powoli się zaczyna, czyli rozpoczęliśmy końcowe odliczanie do przyjęcia naszych małych księżniczek. Jak już pisałem, matka mojego Gangu nie może wstawać z łóżka, żeby nie prowokować porodu, przynajmniej do poniedziałku. 

Jeśli chodzi o stan fizyczny mojej umęczonej żony, to jest... umęczona. Żadne inne słowo nie oddaje tego, co bidulka teraz przeżywa. Samo przewracanie się z boku na bok we śnie jest skomplikowaną operacją logistyczną, niczym transporty wielkogabarytowe - kto widział jak przewozi się turbiny wiatrowe, ten wie o czym mówię. Zanim Mysza w ogóle przystąpi do obracania, najpierw musi podłożyć sobie ręce pod brzuch, następnie przenieść środek ciężkości w kierunku odpowiadającym pożądanej stronie, wtedy następuje obrót właściwy, a na koniec należy przełożyć dłonie z drugiej strony brzucha i odebrać opadającą "przesyłkę". Poza brzuchem wielkości piłki plażowej (niestety o wiele cięższym), moja cierpiąca żona boryka się z problemem puchnących kończyn, które momentami bardziej przypominają balony w kształcie stóp i dłoni, niż same stopy  i dłonie. Na szczęście jeśli chodzi o samopoczucie, matce mojego Gangu humor dopisuje, o co staram się dbać regularnie ją odwiedzając i próbując przekazać pozytywną energię. Jeśli dodać do tego "kury", które cały czas mocno kibicują mojej opuchniętej żonie i fajną atmosferę panującą w sali (której Mysza została okrzyknięta wicekierowniczką), wszystko składa się na to, że proces aklimatyzacji w szpitalu przebiegł pozytywnie.

Miałem cichą nadzieję, że ten czterdziesty, jubileuszowy rozdział będzie uczczony informacją o narodzinach Gangu, ale z drugiej strony cieszy mnie każdy dzień dłużej, który laseczki spędzają w swoim cieplutkim i bezpiecznym domku, w którym niczego im nie brakuje. Zobaczymy jak długo jeszcze zechcą tam mieszkać.