sobota, 26 listopada 2016

Rozdział XXXVIII - Jak urósł Gang

Wczoraj w samo południe do sali Myszy weszła przełożona położnych i oznajmiła
Pani Myszo, dokładnie za siedem minut i dwadzieścia trzy sekundy proszę stawić się na USG.
Pani Mysza zrozumiała, wzięła sobie informację do serca, po czym wzięła się w garść i z prędkością godną leniwca na morfinie pognała piętro niżej, gdzie miało odbyć się badanie. Na miejscu okazało się, że z siedmiu minut zrobiło się siedemnaście, ale dzięki temu opóźnieniu ja zdążyłem dotrzeć na miejsce. 

Lekarz przed rozpoczęciem badania musiał wylać na brzuch mojej wyeksploatowanej żony jakieś dwanaście litrów wysoce specjalistycznego żelu do USG. Gdy obecne przy badaniu studentki wyniosły już opróżnione wiaderka, a doktor rozprowadził po krągłym brzuchu mojej żony kleistą substancję, można było przystąpić do dzieła, co okazało się wcale nie być tak łatwe, jak mogłoby się wydawać. Wszystko za przyczyną faktu, że małe Gwiazdy zaczynają powoli zmieniać się w Małych Gigantów i lekarzowi mimo najszczerszych chęci nie było łatwo dotrzeć do każdej z dziewczyn, żeby dokładnie je pomierzyć. Wygląda na to, że najmniejsza z kruszynek waży już niemal 1400 gramów, co niekoniecznie jest wynikiem pewnym, bo dostęp do niej był tak piekielnie trudny, że może okazać się on dość mocno zaniżony. Kolejna z Gangowych księżniczek zbliża się powoli do 1600 gramów, zaś największej brakuje już tylko kilkanaście do osiągnięcia 1800! Rosną nam dzieci jak na drożdżach!

O tym jak ciężką przeprawę z wykonaniem Usg miał lekarz, może świadczyć szyderczy uśmieszek Pani Profesor, która weszła w trakcie przywitać się z Myszą i zapytać jak się czuje, obdarzając przy okazji doktora badającego moją coraz mniej wydolną żonę komentarzem
O, męczysz się? Dooobrze, pomęcz się jeszcze trochę! 
Brakowało mi tylko zakończenia "ja męczyłam się przez ostatnie pół roku". Generalnie ze słów lekarza wynikało, że wszystkie dziewczynki są zdrowe, silne i jeszcze nie pchają się na ten świat.

Jeśli chodzi o sam pobyt mojej opuchniętej żony w szpitalu, atmosfera jest całkiem miła, podobnie jak personel. Niestety żadnego ciepłego słowa nie można powiedzieć o cateringu, który wygląda niestety jak wszystkie te gastronomiczne szpitalne koszmary, których całe mnóstwo krąży w internecie.

Na tym etapie niemal pewne jest, że Mysza już do końca zostanie w szpitalu, a jak długo, nikt nie chce prognozować, a lekarze powtarzają tylko, że poród może zacząć się niemalże w każdej chwili. Trzymajcie kciuki!