środa, 9 listopada 2016

Rozdział XXXIII - Najświeższe wieści

W poniedziałek zaczęliśmy trzydziesty tydzień ciąży, co oznacza, że statystycznie rzecz biorąc pozostały nam cztery tygodnie do powitania Gangu. Z jednej strony, kupa czasu, z drugiej zaś, jak sobie pomyślę ile rzeczy pozostało jeszcze do zrobienia i załatwienia, jestem przerażony. Zwłaszcza patrząc przez pryzmat mojej skręconej nogi, która w znacznej mierze ogranicza moje możliwości.


Nie załamujemy jednak rąk i cały czas walczymy z czasem, każde na swój sposób. Ja, na ile pozwala mi na to ból i ograniczona ruchliwość stopy, w ślimaczym tempie remontuję nasze nowe "M", zaś matka mojego Gangu robi wszystko co w jej mocy, żeby jakoś przetrwać najbliższy tydzień do wizyty u Pani profesor i już na spokojnie w szpitalu dotrwać do porodu. No i zostawić mnie z całym przeprowadzkowym zamieszaniem na głowie. Ale jeśli tylko taki koszt mam ponieść za bezpieczeństwo moich małych księżniczek, to nie mam nic przeciwko.

Mysza nie spędza już całych dni w łóżku. Spędza je na na sofie. Wszystko przez to, że gdy leżała na prawym boku, bolały ją kolana, gdy leżała na lewym boku bolały ją kostki, a gdy leżała na plecach, bolało ją w Myszy i nasilał się refluks. Leżeć na brzuchu nie próbowała już od jakiś sześciu miesięcy, bo Gang mógłby się obrazić. W każdym razie siedzi sobie ta moja umęczona żona na kanapie i kompletuje wyprawkę dla dziewczyn, póki co tylko "na papierze". A do skompletowania jeszcze trochę zostało. Łóżeczka, laktator, monitory oddechu i foteliki samochodowe to dopiero początek listy, więc jeszcze wiele roboty przed nami. Co do Gangu, dziewczynki wypychają Myszowy brzuch z dnia na dzień coraz bardziej, śmiało można powiedzieć, że rosną w oczach!

Jeśli chodzi o nowe mieszkanie, to powoli zaczyna nabierać to wszystko pożądanego kształtu. W poniedziałek przyjechała nowa kuchenka, wczoraj nowe pralka i lodówka, dziś skończyłem malować ściany, a za jakieś dwa tygodnie przyjadą meble kuchenne. Na tę chwilę pozostało położyć podłogę, dociągnąć ostatnie kosmetyczne szlify i jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, za tydzień będziemy mogli się przeprowadzać!
Rzecz jasna sprawozdania z kolejnych etapów prac remontowo budowlanych będą pojawiały się na bieżąco na blogu, a na sam koniec, już po przeprowadzce zrobimy małe zestawienie "przed" i "po".

Trzymajcie kciuki za Myszę, żeby jak najdłużej wytrwała w wielopaku, bo każdy dzień dłużej jest teraz na wagę złota!