sobota, 5 listopada 2016

Rozdział XXXII - Ile waży Gang?

Myszy jest przykro, bo twierdzi, że wszystkie Laski podobne są do mnie, mnie jest smutno, bo biedne dzieci są do mnie podobne, a to nic przyjemnego, Pani profesor, jako kobiecie empatycznej, jest przykro, bo nam jest przykro, ale to wszystko rekompensuje fakt, że dzieciom nie spieszy się na ten świat, więc ogólnie atmosfera jest radosna i wszyscy są szczęśliwi. Takie wnioski można wyciągnąć z dzisiejszej wizyty kontrolnej u Pani profesor.

Przez ostatnich kilka dni żyliśmy w przekonaniu, jak się okazało błędnym, że dzisiejsza wizyta kontrolna zakończy się rychłą hospitalizacją Myszy. Zatem nie będzie desantu mojej małej jednostki desantowo-szturmowej na szpital kliniczny przy ulicy nomen omen Klinicznej. Przynajmniej do kolejnej wizyty, która odbędzie się za dziesięć dni. Ale po kolei.

Wizytę, w związku z wtorkowym świętem, odbyliśmy wyjątkowo w sobotę, co tylko ugruntowało mnie w przekonaniu, że Pani profesor ma czas na sen tylko w tych momentach, gdy mruga oczami. Punktualnie o 13:01 zameldowaliśmy się pod gabinetem, celem wykonania tradycyjnych pomiarów mojej umęczonej żony, która po domu zaczęła chodzić w moich t-shirtach, bo w swoje już się nie mieści. Okazało się jednak, że jak na tę ilość człowieków noszonych w brzuchu, matka mojego Gangu przybrała na wadze póki co wyjątkowo niewiele (nie napiszę ile, bo mi nie wolno). Po tradycyjnym pomiarze ciśnienia, przyszła pora na wejście do gabinetu. Ja zaś, równie tradycyjnie siadłem sobie w cieniu szczęśliwego bociana i cierpliwie czekałem na zaproszenie, wytężając słuch w oczekiwaniu na głos żony. Ku mojemu zdziwieniu słowa "zapraszamy męża" padły z ust nie Myszowych, lecz Panioprofesorowych. Dopiero później uświadomiłem sobie, że moja umęczona żona jest zdecydowanie mniej wydolna motorycznie, niż jeszcze kilka tygodni temu i zanim ubrała się po badaniu, Pani profesor zdążyła mnie zawołać. Wszedłem zatem do gabinetu, rozsiadłem się wygodnie na fotelu, nad którym unosi się aura dumy przyszłych ojców i czekałem na rozpoczęcie USG. Kilka chwil potem Pani profesor buszowała głowicą ultrasonografu pewnej niemieckiej firmy, o której myślałem, że produkuje tylko kiepskiej klasy telefony, po Myszowym brzuchu, dokonując pomiarów naszego Gangu. No to czas na garść statystyk. Na koniec 29-go tygodnia ciąży, nasza najmniejsza córka waży ponad kilogram! A konkretnie sto gramów ponad kilogram. Druga co do wielkości, za to jedyna, która była łaskawa dać zrobić sobie "zdjęcie", waży 1200 gramów, zaś największa aż 1300! To jak bardzo dziewczyny urosły od ostatniej wizyty zaskoczyło nie tylko nas, ale i samą Panią profesor, która uznała, że w obecnej sytuacji Mysza nie wymaga hospitalizacji, zaś Gang jeszcze nie potrzebuje sterydów, bo w ciągu najbliższych dziesięciu dni, które pozostały do kolejnej wizyty,  nic złego nie powinno się wydarzyć. 

Tylko ja pozwoliłam się sfotografować
Jeśli chodzi o pozostałe aspekty badania, wygląda na to, że faktycznie wszystko jest na dobrej drodze, Pani profesor nie wspomniała nic o torbielach w główkach dziewczynek, po czym wnoszę, że albo się wchłonęły, albo są na tyle małe, że można je pominąć w opisie. Poza tym tylko najmniejsza Ganguska odrobinę odbiega wymiarami od normy dla tego etapu ciąży pojedynczej, co bardzo nas cieszy, bo to prognozuje fantastycznie na kolejne tygodnie i dalszy rozwój dzieci! 

Jako że mężczyzna przeżywa ciążę razem ze swoją żoną, postanowiłem wpisać się w Myszowo-ciążowe niezdecydowanie i jest już niemal pewne, że dziewczynki będą miały inne imiona, niż wybrane przez nas wcześniej

Nieco ponad miesiąc temu gratulowałem Darii urodzenia trzech pięknych dziewczynek, a dziś chciałbym serdecznie pogratulować Patrycji, która w ostatni poniedziałek urodziła dwóch przystojniaków i jedną śliczną gwiazdeczkę. Trzymamy kciuki za sprawne wyjście Waszego małego Gangu do domu!