czwartek, 27 października 2016

Rozdział XXX - O warsztatach rodzicielskich

Jakiś czas temu Mysza zapisała siebie jako uczestnika, a mnie jako osobę towarzyszącą na warsztaty rodzicielskie jednego z miesięczników dla "nowoczesnych rodziców". Ogólnie warsztaty jako takie nie zrobiły na mnie wrażenia "Wow", ale znalazłoby się kilka mniejszych lub większych plusów
Jednym z większych plusów, niestety tych ujemnych, przynajmniej dla osób pracujących w normalnym trybie, był czas i miejsce odbywania się warsztatów - Hotel w samiutkim centrum Gdańska o godzinie 17:00, czyli wszystko fajnie, kończymy pracę o 16 i mamy godzinę na przebicie się przez największe korki. Teoretycznie, bo Gdańsk, a właściwie jego centrum, jest wielkim placem budowy, a miasta będące placami budowy są narażone na znacznie większe korki. Zwłaszcza w poniedziałek. Dlatego chyba lepszym rozwiązaniem byłaby organizacja całego przedsięwzięcia w jakimś miejscu oddalonym od tego budowlanego zamieszania. Ale nie narzekam, bo my zdążyliśmy bez problemu, z resztą większość uczestników warsztatów stanowiły przyszłe mamy, z których większość wyglądała, jakby już była na zwolnieniach lekarskich, więc one też zdążyły na czas. 

Grupa do której zostaliśmy przydzieleni rozpoczęła warsztaty od wykładu na temat żywienia, generalnie chodziło o to, czego przyszłe mamy nie powinny jeść, żeby ich przyszłe dzieci nie urodziły się z trzema rączkami i dlaczego już po urodzeniu powinny karmić dzieci mlekiem modyfikowanym jednego ze sponsorów całej akcji. Generalnie nudy, nudy, nudy. I o ile położna, która prowadziła wykład o żywieniu w ciąży raczej nie przynudzała i konkretnie argumentowała to, o czym mówiła, o tyle przedstawicielka producenta mleka wprowadziła mnie w uczucie bycia w jakimś Truman Show. 
Po nich na "scenę" wyszedł przedstawiciel kolejnego sponsora, tym razem producenta fotelików dziecięcych i systemów bezpieczeństwa. Będąc pełnym obaw, że on też będzie nas zanudzał podobnie jak jego przedmówczyni, przełączyłem się na tryb stand by. Ku mojemu zaskoczeniu, facet mówił z takim zaangażowaniem i taką swobodą, że aż chciało się go słuchać. Ani razu nie pojawiła się sugestia "nasze produkty są dobre, bo są dobre", nie nagabywał do konieczności kupienia akurat ich fotelików, po prostu przeprowadził solidną prelekcję na temat tego jak zabezpieczać dzieci w samochodzie, dlaczego nie powinno się przewozić fotelików na przednim siedzeniu (nawet mimo wyłączenia poduszki powietrznej), dlaczego mama nie powinna jeździć z dzieckiem na tylnej kanapie, aż w końcu doszedł do kwestii usadzania dziecka w aucie i wtedy postanowiliśmy zadać najistotniejsze z naszego punktu widzenia pytanie: Jak my mamy to zrobić? W tym miejscu chciałbym unaocznić Wam całą sytuację: na sali siedzi około pięćdziesięciu osób, które z pełnym zaangażowaniem wsłuchują się w faceta, który tłumaczy jak powinno się lokować dziecko w aucie, gdy nagle słychać głos mojej umęczonej żony:
- A co w przypadku trójki dzieci w siedmioosobowym aucie - zapytała Mysza
- To będzie tak: najstarsze dziecko sadzamy... - rozpoczął odpowiadać specjalista d.s. usadzania dzieci w aucie
- Okej, tylko że wszystkie dzieci będą w tym samym wieku - postanowiłem włączyć się do dyskusji
- No to niezłe wyzwanie przed Państwem - odpowiedział po chwili milczenia 
 Po wyczerpujących tłumaczeniach, dowiedzieliśmy się, że najlepiej będzie, jeśli wszystkie trzy Ganguski usadzimy w drugim rzędzie siedzeń, jedną obok drugiej i kupimy sobe lusterko panoramiczne, które pozwoli nam obserwować zachowanie dzieci bez konieczności zatrzymywania się co kilka kilometrów na postój.
Po wykładzie na temat fotelików przeszliśmy do sali obok, gdzie już czekała na nas kolejna położna, tym razem z wykładem na temat higieny dzieci. Ta część, mimo że najdłuższa, również minęła bardzo szybko w rzeczowej i bardzo miłej atmosferze, którą stworzyła prelegentka i nawet wszechobecne logo i produkty kolejnego ze sponsorów imprezy nie rzucały się tak bardzo w oczy.
Przedostatnim elementem warsztatów był wykład lekarki pediatry na temat szczepionek i tu akurat obyło się bez żadnego sponsora. Wykład był bardzo rzeczowy i udokumentowany danymi, a jego głównym założeniem było uświadomienie zebranym czym może grozić brak szczepień. I mimo że merytorycznie nie było się do czego przyczepić i Pani doktor odpowiedziała rzeczowo na całe mnóstwo pytań, w tym naszych, to do samego końca nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że za chwilę wyciągnie listę obecności i zacznie odpytywać obecnych z trzech ostatnich lekcji.
Całość zakończyła kolejna położna, która mówiła zgromadzonym dlaczego powinniśmy kochać nasze dzieci i dążyć do bliskości z nimi, niestety po niemal trzech godzinach słuchania tych wszystkich mądrych słów z przerwami tylko na przejście z sali do sali, nie byłem w stanie skupić się już na jej słowach, tym bardziej, że mówiła bardzo spokojnie, co podziałało na mnie wręcz usypiająco.

Generalnie co do całości przedsięwzięcia, gdyby nie te natarczywe, wymuszone przez sponsorów wtrącenia i kłujące w oczy reklamy, można by powiedzieć, że była to dawka przydatnej, nie koniecznie tylko teoretycznej wiedzy. Mnie osobiście poza Panem Fotelikowym jakoś to nie porwało, ale proponuję każdemu sprawdzić "na własnej skórze". Być może po prostu miałem zbyt duże wymagania co do całych warsztatów.