poniedziałek, 17 października 2016

Rozdział XXVII - O podglądaniu gangu i Myszy na sterydach

Dziś, jeszcze zanim wzeszło słońce, zapakowałem swoje cztery kobiety do samochodu i wyruszyłem w daleką, pełną niebezpieczeństw podróż. Celem naszej wyprawy był... gabinet Pani profesor.
Wizytę mieliśmy dziś wcześnie jak nigdy, bo już o 8:15. Godzina dobra jak każda inna, a nawet lepsza, bo już na 9:40 Mysza była umówiona do kolejnego lekarza w sprawie swojej wysypki. 
Pani profesor w konsultacji telefonicznej jeszcze w zeszłym tygodniu wykluczyła cholestazę ciążową, więc na dzisiejszą wizytę jechaliśmy raczej spokojni o stan zdrowia Myszy i bardzo ciekawi, jak przez te ostatnie dwa tygodnie urosły nasze laski. No i urosły. Nawet bardzo urosły, tak bardzo, że coraz bliżej im do wagi, której osiągnięcie nas mocno uspokoi, czyli kilograma. Najmniejsza z naszych trojaczek waży około 790 gramów, co może być wartością nieco zaniżoną, bo podobnie jak siostry nie bardzo była dziś skora do współpracy i pokazywania się rodzicom i Pani profesor. Kolejna, ta środkowa waży już 815 gramów, zaś największa z sióstr ponad 850! Najciekawsze w dzisiejszej wizycie było to, że laski bardzo mocno się rozbrykały, co wcale nie było oczywiste po tym, jak ostatnio się dość mocno rozleniwiły i tylko od czasu do czasu wypychały Myszowy brzuch i formowały go w dość niecodzienne kształty. Raz wyglądał jak pogórze Sudeckie, innym razem jak wschodni Kaukaz a kolejnym jak samotne Kilimandżaro. Fakt, że od wczorajszego wieczora zaczęły znów między sobą walczyć i się rozkopywać, świadczy o słuszności mojej teorii, jakoby Pani profesor miała na nie jakiś magiczny wpływ, bo zawsze w jej obecności tańczą jak szalone. Jeśli chodzi o rozwój Gangu, to wszystko idzie w dobrym kierunku, wszystkie mieszczą się po środku skali jeśli chodzi o proporcje rozwoju w stosunku do okresu ciąży, więc lepszego scenariusza nie mogliśmy sobie wymarzyć. Pani profesor stwierdziła nawet, że dziewczyny nie mają litości dla Myszy, tak rosną, a w związku z tym, że zostało im tam jeszcze sporo miejsca, poród przed trzydziestym tygodniem, na szczęście, raczej nie wchodzi w grę. Oczywiście przy założeniu, że matka mojego Gangu nie będzie szalała i w dalszym ciągu będzie prowadziła oszczędny tryb życia, co przy założeniu, że nic ciężkiego nie spadnie mi na głowę, albo nogi nie odmówią mi posłuszeństwa, powinienem być w stanie zagwarantować. 

Po kojącej nerwy wizycie u Pani profesor udaliśmy się do kolejnego tego dnia lekarza, którym był dermatolog. A w zasadzie była. Pani doktor po uważnym przyjrzeniu się Myszowym plecom, boczkom i brzuchowi, przeanalizowaniu wyniku oględzin i kilkukrotnym, wymuszonym głęboką refleksją, podrapaniu się po swojej lekarskiej głowie orzekła, że żadna z miliona krostek na ciele mojej umęczonej ciążą żony, nie jest spowodowana chorobą zakaźną, ani zbyt dużą ilością przyjmowanych leków. Prawdopodobnie nie są one również wynikiem złej diety, co dla mnie jako osoby zajmującej się w naszym domu kateringiem było bardzo cenną informacją. Tym sposobem, wykluczając poszczególne przyczyny, niczym doktor House, Pani dermatolog wykoncypowała, że swędząca wysypka na Myszowym ciele może być spowodowana hormonami i podobnie jak doktor House zaleciła leczenie sterydami (chociaż House pewnie wybrałby zwiadowczą operację szyszynki, a dopiero potem zdecydował się na sterydy). W związku z tym, od dzisiejszego wieczora począwszy, zaczynamy robić z matki mojego gangu Arnolda Schwarzeneggera. Z samurajem nie wyszło, może przynajmniej uda się z kulturystą!

Wczoraj wieczorem burzę rozpętał link, który pojawił się na fanpejdżu, prowadzący do forum, gdzie toczyła się dyskusja na temat imion i tego, jak bardzo skrzywdzimy nasze dzieci. Wszystko zaczęło się od imion, które Daria wybrała dla swoich córek, gdy nagle pojawił się głos z linkiem do Rozdziału XXII i komentarzem "bez zachwytu", a to był dopiero początek, jeśli ktoś jeszcze nie czytał tej dyskusji - zapraszam, ja dobrze się przy tym bawiłem. Co do wyboru imion, No cóż, powtórzę raz jeszcze - każdy daje swoim dzieciom takie imiona, jakie jemu się podobają, o czym napisałem w tekście, na który się powoływano, a wyśmiewanie tego jak kto nazywa swoje dzieci, jest straszną dziecinadą. 

Kolejną wizytę u Pani profesor mamy dopiero piątego listopada, wtedy zostanie podjęta decyzja co do podania sterydów, tym razem dzieciom, które przyspieszą rozwój płuc, zaś kolejnej wizyty u dermatologa może uda się uniknąć, jeśli tylko zapisane dziś sterydy pomogą na Myszową wysypkę i swędzenie.