wtorek, 4 października 2016

Rozdział XXIV - Szczęśliwy bocian

No i kolejna wizyta za nami. Gang jest coraz większy i silniejszy, Mysza jest coraz większa i słabsza, a ja nie mogę doczekać się grudnia.
- Dzień dobry Pani Myszo, ależ Pani urosła przez te ostatnie dwa tygodnie! - powitała nas Pani profesor, gdy wyszła pożegnać pacjentkę, która była przed nami. - zapraszam!
No i weszły do gabinetu, a ja siadłem pod moim wiernym towarzyszem bocianem (wisi sobie taki jeden pluszowy w poczekalni w przychodni do której chodzimy, a moim rytuałem od pierwszej wizyty jest to, że siadam pod nim i wszystkie nerwy ze mnie schodzą) i cierpliwie czekałem. 

W takiej ciszy - tak ucho natężam ciekawie,
że słyszałbym głos z Litwy - Mąąąąąż! 

No dobra, może trochę mnie poniosło, to nie był głos z Litwy, tylko z gabinetu i wołała Mysza. No to wszedłem i zaczęliśmy USG. Laski jakoś średnio chciały się pokazać Pani profesor, ale w końcu udało się każdą jakoś uchwycić, chociaż nie było łatwo, oj nie było. Jedna konsekwentnie tkwiła odwrócona tyłem w taki sposób, że nie dało się podejrzeć jej buzi, na szczęście po długiej walce dała się pomierzyć i poważyć. Dwie pozostałe były dużo bardziej chętne do współpracy i pokazania się Pani profesor i rodzicom. Dzięki temu dostaliśmy nowiutkie fotki do rodzinnego albumu.

Pięknie widać, jakie walki rozgrywają się w Myszy
Mysza mówi, że ta Laseczka jest podobna do mnie i ma mój nos. Wiadomo, córeczka tatusia. To będzie Zosia!
A ja jestem podobna do Mamusi
Tu z kolei mamy córeczkę mamusi. No a trzecia jest podobna do nas obojga. 
Miks rodziców
W związku z tym, że Myszę wysypało na brzuchu i plecach brzydkimi krostkami, dostała skierowanie na próby wątrobowe i kwasy żółciowe. Poza tym milion innych badań, w tym morfologia, która pokaże, czy nie będzie trzeba Myszy przetaczać krwi i czy nie będzie trzeba kupić jakiegoś starego okrętu z demobilu, bo lokomotywa, którą dostaliśmy, powoli zaczyna się kończyć.

Co do pomiarów, dziewczyny ważą już 620, 630 i 640 gramów! Pięknie nam przez ostatnie dwa tygodnie urosły, a co najważniejsze są zdrowiutkie i ważą i mierzą dokładnie tyle, ile powinny na tym etapie ciąży. 

No i bocian po raz kolejny przyniósł nam szczęście. W domu mamy już takiego samego, więc teraz nie ma siły, żeby cokolwiek poszło nie tak!