piątek, 9 września 2016

Rozdział XVIII – Aktualności

Aktualnie Mysza przebywa u Myszowych rodziców w najstarszym mieście w Polsce. Z jednej strony spoko, bo mam pełną swobodę we wprowadzaniu zmian i modyfikacji mieszkania, które mają na celu ułatwić nam funkcjonowanie po urodzeniu Gangu, z drugiej strony laski rosną w siłę i zaczynają się wyraźnie wiercić, czego świadkiem nie mam szansy być. Na szczęście zrobiłem co miałem zrobić, a Mysza już w weekend wraca do domu.
W poniedziałek mamy kolejną wizytę, jednak tym razem nie u Pani profesor, bo ta aktualnie przebywa na urlopie, a u Pana profesora, który w szpitalu w którym będziemy rodzić, jest tym, kim w TVP jest Jacek Kurski, czyli po prostu szefem (w zasadzie to jest kierownikiem. Wiem, że Jacek Kurski nie jest kierownikiem tylko prezesem, ale jakoś pasuje mi to porównanie). Mam nadzieję, że Pan profesor, nazwijmy go roboczo Jackiem, zaradzi coś na lecące na łeb wyniki morfologii Myszy, bo wygląda to co raz bardziej przerażająco. I nawet lizanie kadłuba ORP Błyskawica nie pomaga, a z Matiza sąsiada nie ma już czego zeskrobywać i trzeba dać mu jakieś pół roku na odbudowanie rdzy na tym, co zostało jeszcze z karoserii, poza tym sąsiad zaczął grozić mi sądem, bo jego zdaniem obgryzanie zabytku to przestępstwo. A i profanacja koreańskiego symbolu narodowego też ponoć kwalifikuje się do odsiadki, znaczy że profanacja symboli kwalifikuje się do odsiadki wiedziałem, dziwię się nad wyborem Matiza na symbol narodowy, dziwne upodobania mają ci Koreańczycy. Wygląda na to, że Mysza będzie musiała przerzucić się na naszą Toyotę, albo na Opla sąsiadki.

Tyle zostało z Matiza sąsiada po dwutygodniowej terapii Myszy
Tyle zostało z Matiza sąsiada po dwutygodniowej terapii Myszy
A tak mówiąc zupełnie poważnie, oby Profesor Jacek dał radę jakoś ustabilizować poziomy hemoglobiny, hematokrytu i krwinek czerwonych, bo powoli zaczynam się martwić tym, że Gang wysysa z Myszy całą energię życiową.
Czekamy na efekty naszej sesji brzuszkowej, które już wkrótce otrzymamy i wtedy pojawią się na blogu. Będzie fotorelacja normalnie.
Ostatnio tatuś postanowił, że kupi coś dla lasek. Z zastrzeżeniem Myszy, że nie pajacyki, nie bodziaki i jak już to śpiochy albo półśpiochy. Szukałem, szukałem i w końcu znalazłem, niestety wśród wskazanych przez matkę mojego gangu rzeczy nie ma aż takiego wyboru jak przy bodziakach. Ale te słodkie różowe spodenki od razu przypadły mi do gustu!

Niestety były tylko dwie pary. Ale Mysza zadbała o to, żeby kupić trzecią!
Niestety były tylko dwie pary. Ale Mysza zadbała o to, żeby kupić trzecią!
Mysza w Kaliszu też nie próżnowała. Poza tym, że wydała pół pensji na zakupy (na nasze szczęście nie swojej, na nieszczęście dziadka, jego pensji…), robi pranie i prasowanie sobotnich prezentów (tych ciuszkowych, zabawek się nie pierze i nie prasuje. Chyba…). I to dosłownie robi, bo jest to czynność ciągła, która trwa od poniedziałku po dzień dzisiejszy. Jest tegov całe mnóstwo, część, tych które póki co będą mocno za duże dla lasek, zostanie u Myszowej mamy, a reszta przyjedzie do Gdańska razem z Myszą.

Drobny ułamek prania, które Mysza zrobiła od poniedziałku. W tle drobny procent zabawek, które dostały laski od cioci.
Drobny ułamek prania, które Mysza zrobiła od poniedziałku. W tle drobny procent zabawek, które dostały laski od cioci.
W poniedziałkowe popołudnie, jak już pisałem, mamy wizytę u profesora Jacka, po tej wizycie na blogu pojawi się kolejny tekst. Do zobaczenia!