wtorek, 30 sierpnia 2016

Rozdział XV – Czy Jasia to jednak Jasio?

No i kolejna wizyta u Pani profesor za nami. Mamy już pewność co do Gangowych płci. Jednak o tym czy coś się zmieniło, nieco później.

Jasia to, czy Jasio?
Jasia to, czy Jasio?
Przez ostatni tydzień sporo się wydarzyło. Gang dostał znów milion prezentów, tym razem mnóstwo zabawek, wanienkę, pchacza i przesłodkie różowe crocsy, dziękujemy ciociom i wujkom w imieniu własnym i Gangu!
W niedzielę, razem z Ciocią Olą, wujkiem Łukaszem i małym Ignasiem wybraliśmy się na spacer po parku Oliwskim. Pogoda dopisała, było cieplutko, słonecznie i przyjemnie, krótko mówiąc wymarzona pogoda na spacer wczesnym popołudniem. Ewidentnie nie tylko my wpadliśmy na ten pomysł, bo zagęszczenie spacerowiczów było wręcz ogromne, a jednak znalazła się dla nas nawet ławeczka w cieniu, na której mogliśmy przycupnąć, gdy Mysza się zsapała.
W poniedziałek rano przyszedł czas na wyprawę do laboratorium na pobranie krwi i cały dzień oczekiwania na wyniki. Wygląda na to, że z Myszową tarczycą już wszystko dobrze, nawet za dobrze, poziom TSH jest blisko podłogi, ale mimo wszystko endokrynolog wydaje się zadowolony, więc uznaliśmy, ze my nie mamy się czym martwić. Odrobinę zaniepokoiły nas wyniki morfologii, bo wygląda na to, że Gang na tyle skutecznie wysysa Myszę, że mimo ogromnej dawki żelaza, którą matka moich dzieci przyjmuje, jest i tak na skraju anemii. Tu uspokoiła nas dopiero Pani profesor, która na dzisiejszej wizycie stwierdziła, że tak przewidywała, po czym zapisała kobiecie mojego życia podwójnie ogromną dawkę żelaza. Teraz, poza przepisanymi tabletkami, do śniadania, płatków na mleku, Mysza zeskrobuje rdzę z Matiza sąsiada, po obiedzie, w ramach deseru gryzie pięciocalowego gwoździa, a w ramach kolacji liże kadłub Daru Pomorza i ORP Błyskawica. Dzięki temu, będzie dobrze!
Wizytę mieliśmy umówioną na 10.15, dotarliśmy na miejsce odrobinę przed czasem, a tam okazało się, że jesteśmy pierwszymi pacjentami dzisiejszego dnia, dzięki czemu nie musieliśmy czekać aż Pani profesor skończy z poprzednią pacjentką. Na początku Mysza weszła tradycyjnie sama, Pani profesor zajrzała jej tam i ówdzie, po czym orzekła, że jest lepiej niż minimum na tym etapie ciąży. Kiedy już Mysza miała na sobie spodnie, zostałem zaproszony do gabinetu.
Dziś mieliśmy badanie połówkowe, które przy naszym Gangu trwało niemal godzinę. Ale po kolei. Najpierw Pani profesor pomierzyła wszystkie dzieci i orzekła, że Jasia to jednak Jasia, a przez ostatnie dwa tygodnie żadnej z dziewczyn nic między nogami nie urosło. Czyli zagadka z tytułu rozwiązana.
Nie pokażę im do kogo jestem podobna!
Nie pokażę im do kogo jestem podobna!
Wszystkie laski są zdrowe i pięknie rosną, żadna nie ma cech charakterystycznych dla jakichkolwiek wad wrodzonych i chorób genetycznych. Serducha równo biją, a od ostatniej wizyty wszystkie urosły o niemal sto gramów! Ważą już od 230 do 250 gramów. Mysza nosi w sobie już niemal kilogram nowych człowieków!
Jak zasłonię buzię, to może mnie nie zobaczą!
Dajcie już mi święty spokój!
Wszystkim dziewczynkom udało się zrobić jakieś ujęcia w 3D. Dwie były nieśmiałe, ale jedna odsłoniła buzię. Mysza mówi, że ma uśmiech po tatusiu (mam nadzieję, że miała na myśli mnie)! Ganguski się rozpychają, kopią siebie nawzajem, skaczą i tańczą jak szalone. Do tego stopnia, że ciężko było je jakkolwiek uchwycić do pomiarów. Na szczęście w końcu się udało.
Do kogo jestem podobna?
Do kogo jestem podobna?
Po wizycie wróciliśmy do domu, ogarnęliśmy się, zjedliśmy szybki obiad, po czym ruszyliśmy do Gdyni, gdzie byliśmy umówieni z ciocią Asią na ciążową sesję, ale o tym dowiecie się z następnego tekstu, który prawdopodobnie już w tym tygodniu!