niedziela, 14 sierpnia 2016

Rozdział XII – Zapachniało zmianami

Ależ zmian przyniósł nam ten miniony tydzień! Pożegnanie z Mondkiem było tylko prologiem do całego ciągu zmian. Tym razem zacznijmy od końca.
Mysza wraca do domu! Dziś rano, a właściwie w południe, razem z przyszłymi dziadkami z Iławy zameldowaliśmy się u babci z Kalisza po odbiór Gangu, Myszy i miliona prezentów od cioci Natalii i cioci Asi. Mam nadzieję, że to wszystko zmieści się do samochodu dziadka Mańka, bo to nim przybyliśmy. Dostaliśmy sto tysięcy nowych ubranek i pierwszy fotelik. Pozostaje znaleźć jeszcze tylko dwa. Poza tym spakować trzeba jeszcze zakupy z Myszowego szaleństwa, no i oczywiście rzeczy, które są do nabycia w akcji wyprawkowego wietrzenia szaf i regałów, więc auto na pewno będzie odpowiednio dociążone.
Bardzo ważnym rodzinnym zakupem okazał się być… Wózek! Taki z silnikiem i karoserią. Otóż w piątkowe popołudnie staliśmy się szczęśliwymi (oby) posiadaczami nowej srebrnej strzały. Poszukiwania nie były łatwe, momentami miałem ochotę siąść i płakać, ale ostatecznie się udało. Następcą wiernego Mondka okazała się być Toyota Avensis Verso. Bardzo wygodne, oby bezawaryjne i co najistotniejsze, bezpieczne rodzinne auto. Może nie ma tylu bajerów, co jej poprzednik, za to mocno przekonały mnie dodatkowe systemy bezpieczeństwa w niej zainstalowane.
Nowa srebrna strzała
Nowa srebrna strzała
Pamiętacie, jak chciałem robić remont, tylko musiałem do tego dojrzeć? Przeszło mi. Może nie do końca, ale po kolei. Po pierwsze, przeliczyliśmy koszta, dzieląc je przez fakt, że mieszkanie aktualnie wynajmujemy, podnosząc wynik do potęgi faktu, że raczej to ostatni rok naszego tu zamieszkiwania, a następnie całkując je po obszarze naszego zainteresowania potencjalnym zakupem tejże nieruchomości i wyszło nam zero sensu robienia remontu. Po drugie, mimo wszystko miałbym za mało czasu, żeby zrobić wszystko tak jak sobie wymarzyłem, a że należę raczej do ludzi, którzy jeśli już coś robią, to starają się robić to na 120%, uznałem, że tylko wściekałbym się na siebie, że nie wyszło tak jak powinno. Jednak coś z mieszkaniem zrobić musiałem, bo nie było szans żeby w tym stanie zmieścić łóżeczka i rzeczy dla dzieci, poza tym trzeba było zrobić konkretny porządek i pozbyć się zalegającego za i pod szafami i łóżkami kurzu, postanowiłem więc zrobić generalne porządki połączone z generalnym przemeblowaniem. Sypialnia wylądowała w salonie, salon wylądował w sypialni, zalegające i zbędne szpargały wylądowały w śmietniku, a ja prawie wylądowałem w szpitalu, po tym, jak szarpnąłem nasze łóżko małżeńskie i zacząłem przenosić je do przyszłej sypialni. Ostatecznie dałem radę i mieszkanie zmieniło się nie do poznania. Przestronna sypialnia o ogromnej kubaturze zmieści trzy łóżeczka, zaś mały i przytulny salonik fajnie się prezentuje i sprawia wrażenie bardziej rodzinnego i domowego, niż wcześniej.
Przez ten tydzień, gdy się nie widzieliśmy, Gang widocznie urósł Myszowy brzuch, który robi się co raz bardziej piłkowaty! Pępek jeszcze nie jest zdziwiony, ale smutek już w zdziwienie zaczyna powoli przechodzić. Już niedługo będzie wypchnięty!
Brzusio co raz większy!
Brzusio co raz większy!
We wtorek czeka nas kolejna wizyta u Pani profesor. Ciekawe jak tam Gang rośnie. Może w końcu dowiemy się, co tam będą miały w majtkach.
No i na koniec chciałbym przeprosić, że tak długi czas dzielił ten wpis od poprzedniego. Niestety w związku z powyżej opisanymi sytuacjami, najzwyczajniej na świecie nie miałem czasu zebrać się do napisania kolejnego posta. Na szczęście już jest, a następnego możecie spodziewać się już w najbliższą środę. Wtedy pojawią się najnowsze gangowe newsy!