piątek, 5 sierpnia 2016

Rozdział X – Prezenty

Dziś przed południem do naszych drzwi zapukał kurier, który dostarczył wielką pakę z prezentami dla Gangu od cioci Asi i małego Tymka. Mysza otworzyła paczkę i oszalała, podobnie jak ja.
Dostaliśmy wielki karton pełen ciuszków dla szkrabów, dwa śpiworki, milion grzechotek, karuzelę i mini „plac zabaw”, taki w którym kładzie się niemowlę i ma się chwilę spokoju, podczas gdy dziecko zajmuje się sobą. Bomba! Spośród wszystkich ciuszków największą furorę zrobiły bluza z trzema kotkami:

Taka metafora naszego Gangu
Taka metafora naszego Gangu
Trzy kociaki idealnie oddają to, jak wyobrażam obie nasze dzieci już za jakieś dwa lata. Jednak absolutną gwiazdą i klejnotem w koronie były śpiochy z misiową rodzinką, z mamą misiową, tatą misiem i trzema małymi misiakami. Położyliśmy się ze śmiechu, jak je zobaczyliśmy.

No i ten podpis "Little Bear & Gang"
No i ten podpis „Little Bear & Gang”
Te śpiochy made my day. Od razu odechciało mi się spać, mimo, że na wielki unboxing zostałem zerwany przemocą z drzemki po powrocie z nocki.
Wczoraj mieliśmy wizytę u endokrynologa. Doktor zweryfikował USG tarczycy i stwierdził:
- Mam dla Państwa dwie informacje. Dobrą i złą, od której zacząć? – zapytał lekarz
- Od dobrej! – odparłem bez zastanowienia
- Od dobrej. – odparła Mysza po chwili zawahania
- Ma Pani ciążową niedoczynność tarczycy. Pani tarczyca jest zbyt mała, żeby obsłużyć cztery organizmy na raz – wyczerpująco wyjaśnił doktor – A ta zła… No cóż, wynika z dobrej, nie jest Pani samurajem…
No, może nie do końca tak to wyglądało, ale takie było przesłanie. I cały misterny plan w… Trzeba odsyłać kontener z samurajowym sprzętem z powrotem do Chin. Ale nie wszystko stracone, postanowiłem, że Mysza zacznie trenować wschodnie sztuki walki. Jeszcze nie wiem co ona na to, pewnie dowiem się, jak tylko przeczyta ten tekst.
Mysza uznała, że musi ode mnie odpocząć i godzinę temu wyjechała do mamy. Myszowa mama będzie zadowolona z wizyty córki, myszowy tato będzie zadowolony z wizyty córki, Gang będzie zadowolony z wizyty u babci i dziadka, Mysza będzie zadowolona, bo już od jakiegoś czasu chciała jechać na dłużej do Kalisza i w końcu ja będę zadowolony, bo będę mógł w spokoju wykorzystać pakiet sportowy telewizji kablowej! Poza tym może zbiorę się do przygotowania domu na przybycie Gangu, czyli zrobię przemeblowanie i przegrupowanie sił i środków, ale to jeszcze nic pewnego. Przede wszystkim muszę obejrzeć kilka meczy!
Dziś przekonałem się, co miała na myśli Mysza mówiąc, że ma smutny pępek. Teraz już wiem, pępek myszy wykrzywił się w zbolałym i smutnym grymasie, nawet zrobiłem zdjęcie:

Smutny pępek Myszy
Smutny pępek Myszy
No i w końcu przyszedł czas na podsumowanie. Mamy dziś podwójny jubileusz!
Po pierwsze to już dziesiąty rozdział mojej opowieści o przygotowaniach do przyjęcia na świat naszej trójeczki. Dziękuję wszystkim za ciepłe słowa, które otrzymuję na każdym kroku, dziękuję za czytanie i udostępnianie bloga. Jesteście najwspanialszymi czytelnikami, jakich mam!
Po drugie, dziś mija miesiąc od Prologu, czyli pierwszego wpisu na blogu. Przez ten czas osiągnęliśmy niesamowity wynik prawie 8000 wyświetleń! Dokładnie 7739, na godzinę 19:58. :) Przez ten miesiąc bloga odwiedzili czytelnicy z 302 miejscowości w 36(!) krajach świata! W tym tak egzotycznych jak Irak (5 wizyt), Wyspy Jersey (2 wizyty), Kenia, czy Singapur (po jednej wizycie). Nawet jeśli to tylko przypadkowe zbłąkane duszyczki, to i tak urosłem.
Jeszcze raz dziękuję za wszystko i do kolejnego wpisu!