wtorek, 2 sierpnia 2016

Rozdział IX – Gangowe newsy

No i znów kamień z serca! Kolejna wizyta u Pani profesor za nami, z Gangiem wszystko w najlepszym porządku, ale po kolei.
Dziś rano, jak tylko zebraliśmy się z łóżka, pojechaliśmy na pobranie krwi, gdyż ostatnim razem okazało się, że w próbce na fT3 i fT4 zrobił się skrzep, przez co laboratorium nie było w stanie zrobić odpowiedniej analizy krwi. Mysza zachwycona nie była, bo nie bardzo lubi być kłuta, jak z resztą każdy normalny człowiek, ale dzielnie zniosła niedogodności i wygląda na to, że tym razem nie będzie trzeba powtarzać badania.
Po powrocie do domu zjedliśmy szybkie śniadanie, a chwilę później w odwiedziny wpadli do nas ciocia z wujkiem (Gangu) i małą kuzynką Zuzią, która na początku trochę się wstydziła, ale później przeszło jej do tego stopnia, że stwierdziła, że wszyscy, całą ekipą idziemy do ZOO. Niestety w miłym towarzystwie czas szybko mija i w mgnieniu oka nadeszła godzina w której Zuzia z rodzicami musiała zbierać się do zwierzaków w ZOO, a ja z Myszą do Pani profesor.
Jak zawsze dotarliśmy na miejsce ponad kwadrans wcześniej, żeby Pani położna zdążyła pomierzyć i poważyć Myszę i spisać do karty najnowsze wyniki badań. Już wtedy byłem dość mocno zestresowany. Na początek, jak zawsze zostałem poproszony o pozostanie przed gabinetem, podczas gdy Pani profesor bada wnętrze Myszy i to wtedy nastąpiło apogeum stresu. Po pierwsze dlatego, że nigdy nie wiadomo, co się usłyszy, mimo że mamy świadomość, że nic złego raczej się nie dzieje, a po drugie dlatego, że przyszły wyniki testu PAPP-A, których położna nie zdążyła omówić, bo Pani profesor poprosiła Myszę do siebie.
Mniam, jaki dobry paluszek
Mniam, jaki dobry paluszek
Pierwszy kamień z serca spadł mi jeszcze przed USG, gdy Pani profesor oznajmiła, że test podwójny z krwi nie musiał być wykonywany, bo na podstawie samego USG stwierdzono, że z wystarczającą pewnością można wykluczyć choroby genetyczne u całej trójki. Największe prawdopodobieństwo wystąpienia jakiejkolwiek wady genetycznej to 1:4000, co uspokoiło mnie na tyle, żebym zaczął racjonalnie myśleć. I gdy już największe napięcie zeszło, przyszedł czas na USG. A tam same dobre wiadomości! W tej chwili Gang oscyluje w granicach 9-11 cm długości (nie licząc nóżek), więc cała trójka urosła od ostatniej wizyty o około 2,5-3 centymetrów. Nieźle, 2 mm dziennie! Dzidziorek oznaczony przez Panią profesor jako „Dziecko II” uznał, że ssanie kciuka to fajne zajęcie jest i postanowił robić to przez cały czas, gdy na niego patrzyliśmy. Niesamowity widok, oszalałem. Pozostała dwójka znów okazała się nieśmiała, ale ich czas jeszcze nadejdzie!

Dziewczynka, czy chłopiec?
Dziewczynka, czy chłopiec?
Płeć dzieciaczków w dalszym ciągu jest nam niestety nieznana. Pani profesor ukradkiem zaglądała całej trójce między nogi, ale stwierdziła, że to jeszcze za wcześnie i dopiero za dwa tygodnie być może damy radę stwierdzić co tam szkraby będą miały w majtkach. Mysza mówi, że czuje trzy dziewczynki, a ja na samą myśl o życiu z czterema kobietami pod jednym dachem, zaczynam siwieć i tracę kolejne włosy z mojej i tak już mocno przerzedzonej czupryny.
W trakcie badania wszystkie dzieci były mało ruchliwe (nie to co ostatnio), ale to prawdopodobnie dlatego, że tym razem byliśmy na wizycie przed obiadem. Mysza mówi, że po jedzeniu dużo mocniej fikają, nie dziwię im się, mnie też na głodno nie bardzo chce się biegać i skakać.

A ja jestem najbardziej schowane i nie mam zamiaru się za bardzo pokazywać
A ja jestem najbardziej schowane i nie mam
 zamiaru się za bardzo pokazywać

Pani profesor zdziwiła się, że dopiero teraz trzy małe wampiry zaczęły wysysać z Myszy to czego im potrzeba, przez co wynik morfologii był tak kiepski. Stwierdziła, że to zupełnie normalne i zapisała końską dawkę żelaza, wygląda na to, że urodzi nam się troje żelaznych ludzi.

Nowy, większy brzuch
Nowy, większy brzuch

Myszy wreszcie zaczął rosnąć brzuch. A jak już zaczął, to od razu z grubej rury, przez ostatni tydzień urósł dwa razy bardziej, niż dotychczas, ale to dobrze. No i w końcu waga zamiast spadać, zaczęła iść w górę, to kolejny dobry znak. Mysza jest niezadowolona, bo ma „smutny pępek”, cokolwiek to znaczy, a Pani profesor pocieszyła ją dziś, że nie ma co się przejmować, bo dzieci i tak jej go wypchną…
A już w czwartek wizyta u Endokrynologa, zobaczymy co z tym samurajostwem.