środa, 27 lipca 2016

Rozdział VII – Spacer

Mysza postanowiła zrewanżować się za wycieczkę i zabrała mnie na spacer do ciemnego lasu. Po tym jak dziś rano wróciłem zlany potem po bieganiu, oznajmiła: „Idziemy dziś na spacer, z Kamiennego Potoku do Oliwy, to tylko 10 kilometrów”, pomyślałem sobie, że w sumie to czemu nie. Wsiedliśmy w naszego wiernego towarzysza Mondka i pojechaliśmy do Sopotu.
Trochę obawiałem się o pogodę, a konkretnie o to, że upał nas zabije, ale nie było źle. W cieniu drzew trójmiejskich lasów okazało się chłodniej niż się spodziewaliśmy. Dzięki temu uniknęliśmy najgorszego skwaru dzisiejszego dnia, łącząc przyjemne – spacerek, z pożytecznym – odrobiną ruchu.

Mysza z Gangiem na polance
Mysza z Gangiem na polance
Mysza dzielnie poradziła sobie z takim dystansem, chociaż trochę się obawiałem, że zbyt długą trasę wybrała, na szczęście się pomyliłem i to nie Mysza a ja miałem bolesne zakończenie marszu, po tym jak wpadłem w dziurę i lekko nadwyrężyłem kostkę po sześciu kilometrach. Jednak dobre buty to podstawa, nawet jeśli nie chodzi się w górach a tylko po lesie.
Wczoraj udało mi się namówić Myszę i Gang na wyciśnięcie świeżego soku z marchewki i jabłka. Wystarczyło kupić po kilka kilogramów obydwu składników i motywacja do wyciśnięcia soku sama się znalazła.
Mdłości w końcu sobie poszły, oby już na dobre, a brzuszek zaczyna rosnąć, co widać na zdjęciu ze spaceru. Gang rośnie w siłę!
Mój domowy samuraj stwierdził ostatnio, że wieprzowina jest brudna i haram. Zaczynam się zastanawiać, czy Mysza  nie przeszła na islam. A tak na poważnie, Mysza je już prawie wszystko, poza wieprzowiną właśnie, ale tego nie jadła już przed ciążą, także wszystko pozostaje w normie.
Endokrynolog, który ma na bieżąco wgląd we wszystkie badania Myszy, napisał wiadomość, że nie do końca dobrze wygląda to USG tarczycy, które Mysza miała robione tydzień temu, co moim zdaniem, może świadczyć o samurajowości. Jednak będzie pasowanie! Dowiemy się dokładnie za tydzień, bo wtedy mamy wizytę u doktora, zaś dwa dni wcześniej wizyta u Pani profesor i kolejne newsy dotyczące Gangu. No i wyniki testu podwójnego PAPP-A, o który jesteśmy spokojni. Nic złego nie ma prawa się wydarzyć!
Czytelnicy śledzący stronę fejsbukową bloga, pewnie zdążyli zauważyć, że sprzedajemy naszego ukochanego Mondka, którego musimy zmienić na jakiegoś rodzinnego VANa. Niemiec płakał, jak sprzedawał, ja też będę płakał. Miliony wspomnień, dziesiątki tysięcy przejechanych kilometrów, nigdy nas nie zawiódł, a my musimy się go pozbyć. Smutno…

Nasz wierny towarzysz Mondek na jednej z bieszczadzkich eskapad
Nasz wierny towarzysz Mondek na jednej z bieszczadzkich eskapad
Jednak człowiek przywiązuje się do rzeczy. Zwłaszcza, że to auto było z nami od początku naszej znajomości z Myszą, przez zaręczyny, ślub, aż po poczęcie naszego Gangu.