środa, 20 lipca 2016

Rozdział V – Co w trawie piszczy?

Mysza chyba jednak nie jest samurajem… Ech, a już ogłosiłem światu, że nie ma sensu ze mną zadzierać, bo poszczuję żoną biegłą w sztukach walki.
Wczoraj byliśmy na USG tarczycy. Mysza grzecznie przeleżała całe badanie, po czym wyszła z gabinetu i z szerokim uśmiechem na ustach ogłosiła: „Nie jestem samurajem!”.  Mysza ma zwykłą ciążową niedoczynność tarczycy, a nie chorobę Hashimoto, jak podejrzewał lekarz (prawdopodobnie) i to jest akurat bardzo dobra wiadomość – po ciąży wszystko powinno wrócić do normy, z tego się cieszymy! Pytanie tylko co ja zrobię z kataną, wakizashi i Ō-yoroi które kupiłem Myszy z okazji pasowania na samuraja? Trzeba będzie odesłać wszystko do chińskiego sklepu z kostiumami karnawałowymi, z którego kontenerem przez morza i oceany ten tradycyjny samurajski zestaw do nas płynie, wyjścia nie mam. Grunt, że Mysza nie jest chora i dzieciom nie dzieje się krzywda.
Co zaś tyczy się dzieci – po USG tarczycy i przypomnieniu sobie pięknych studenckich czasów (obiad w barze mlecznym), udaliśmy się do naszej Pani profesor, gdzie zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami miało odbyć się badanie prenatalne. Tym razem okazało się, że cała trójka jest już wystarczająco duża, żeby wszystko się powiodło, więc przystąpiliśmy do dzieła. Serducha naszym szkrabom biją w tempie 163-166 bpm, wszystkie ładnie się rozwijają i ogólnie nie dzieje się nic niepokojącego. Pani profesor powiedziała tylko, że wszystko idzie w takim kierunku, w jakim byśmy sobie tego życzyli. Dzidziorki rosną w siłę, mają już ponad 6 cm, a największe nawet prawie 7! Są piekielnie ruchliwe i cały czas nieśmiałe – ciągle odwracają się tyłem do głowicy USG, tak jak pisałem wcześniej – chłopaki są skromne jak tatuś. A no właśnie, co do płci – rzekomo nic nie widać między nogami, faktycznie ja też nic tam nie widziałem i mam tylko nadzieję, że to nic nie okaże się świadczyć o tym, że cała trójka to dziewczynki. Z czterema kobietami w domu może nie być łatwo, zwłaszcza gdyby wszystkie cztery na raz postanowiły jednocześnie strzelić focha na ojca. Cały czas trzymam się nadziei że jednak będzie taki miks jaki sobie z Myszą wymyśliliśmy, czyli jednak Zosia, Jaś i Staś.

Zosia rośnie w siłę!
Zosia rośnie w siłę!
Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że będziemy mieli jednak trojaczki dwujajowe, czyli tak jak się spodziewaliśmy – bliźnięta plus gratis, tak orzekła Pani profesor po badaniu, a my jej ufamy i wierzymy we wszystko co mówi.
Kolejna wizyta z USG za dwa tygodnie, podobnie jak wizyta u endokrynologa – to on podejmie ostateczną decyzję dotyczącą pasowania Myszy na samuraja. W zasadzie dla zdrowia Myszy i dzieci najważniejsze jest to, że już teraz wszystko jest pod kontrolą lekarzy, a my dzięki temu możemy spokojnie spać.
Na koniec chciałem podziękować za wszystkie wizyty na blogu – w dwa tygodnie prawie 3000! Dziękuję w imieniu własnym, Myszy i wewnątrzmyszowego gangu i zapraszamy po więcej!