niedziela, 17 lipca 2016

Rozdział IV – Pędzle w dłoń!

- „Zrobię remont mieszkania!” – pomyślałem.
Jak pomyślałem tak planuję zrobić. Wiadomo, jeszcze nie teraz, nie tak nagle – nie jestem na to gotowy.
Najpierw muszę dojrzeć do decyzji o rozpoczęciu remontu, potem wszystko rozplanować, następnie dać Myszy paletę barw farb do wyboru, znaleźć dwa wolne dni na wywiezienie Myszy i dzieci, które aktualnie rezydują w Myszy, przez pół Polski do mamy Myszy. A potem pozostanie tylko zrobić remont. Tylko… Salon przenieść trzeba do sypialni, sypialnię do salonu, wszystko wygipsować, zagruntować, pomalować, odmówić różaniec w intencji tego, żeby udało się wszystko włożyć na swoje miejsce i już. Można zwozić Myszę z gangiem w brzuchu z powrotem do Gdańska. Jak już wrócą, wysłucham analizy krytycznej mojego dzieła, co usłyszę przyjmę z godnością i w sposób godny prawdziwego mężczyzny zrobię tak, jak Mysza sobie to wymyśli. A! Byłbym zapomniał, wcześniej trzeba zorganizować jakieś łóżeczko, minimum dla bliźniąt, przynajmniej na początek. Jak już będę robił wspomniany remont, złożę łóżeczko w całość i będzie już czekało na przyjęcie swoich nowych rezydentów. W sumie to mam na oku jedno całkiem zacne. Na początek, to znaczy na pierwsze miesiące powinno wystarczyć. Chyba. A jeśli nie, zawsze można coś dokupić.
Mysza przeszła z etapu jedzenia na etap spania. drzemka po śniadaniu, drzemka po obiadku, drzemka po kolacji i drzemka po drzemce to obraz tego jak wygląda teraz Myszowy dzień. Spoko, niech śpi. Ważne, żeby mały wewnątrzmyszowy gang był zadowolony i zdrowo rósł.
Co nie udało się nieco ponad tydzień temu, powinno udać się we wtorek. Wtedy to idziemy na kolejną wizytę do Pani profesor i będziemy mieli robione USG prenatalne z milionem różnych pomiarów, które pokażą nam, że cała nasza trójka jest zdrowa i dobrze się rozwija. To znaczy Mysza będzie miała robione, a ja będę patrzył. Poza tym we wtorek też okaże się, czy mam w domu samuraja, czy na marne rozgłosiłem całemu światu, że Mysza ma ostatni dan w każdej sztuce walki rodem z dalekiego wschodu i biegle posługuje się mieczem typu katana – idziemy na USG tarczycy i okaże się, czy Hashimoto to faktycznie Hashimoto, czy zwykła ciążowa niedoczynność tarczycy.

Mysza na spacerze o zachodzie słońca
Mysza na spacerze o zachodzie słońca
Poza tym Mysza, jeśli tylko nie śpi, mówi że mięso śmierdzi i że ja śmierdzę mięsem (z reguły po posiłku). Momentami zaczynam się bać, że przejdzie na weganizm, ale wtedy niczym katharsis padają słowa „mam ochotę na kotlety z kurczaka w panierce” i znów jestem spokojny o przyszłość.
Krótko mówiąc świat w dalszym ciągu stoi na głowie, ale my powoli przyzwyczajamy się do tej perspektywy – wiele rzeczy do góry nogami wygląda ciekawiej niż jeszcze dwa miesiące temu!